Czy jest możliwe, aby przestępca został pastorem? I jak to jest, że wielki rabin, człowiek niezwykle poważany prosi jednego z wiernych, który coraz bardziej się oddala, aby ten napisał jego mowę pogrzebową? Książka, którą napisał Mitch Albom pt. "Miej trochę wiary Prawdziwa historia" zawiera zapisy rozmów autora z dwoma osobami oraz jego własne wspomnienia z dzieciństwa. Poruszane są także problemy wiary, jednak autor nie odnosi się tylko do jednego wyznania. Omawiane jest także życie, natura ludzka, wojny, miłość, dzieciństwo, starość. Problemy, które tak często nas nurtują. Opowiedziane w piękny sposób minione wydarzenia są skarbnicą niezwykłych cytatów.
"Nic tak człowieka nie prześladuje jak słowa, których nie wypowiedział."
"Tabletki nie usuną fundamentalnego problemu ludzkiej konstrukcji. Pragnie się tego, czego mieć nie można. Szuka się własnej wartości w lustrze. Robi się tysiąc rzeczy, a jednak nie odczuwa się zadowolenia, bierze się więc na siebie jeszcze więcej."
"- (...) Kiedy noworodek przychodzi na świat, ma zaciśnięte piąstki, prawda? O tak?
Zwinął dłoń w pięść.
- Dlaczego? Bo niemowlę nie ma o niczym pojęcia i chce wszystko chwytać, mówiąc: "Cały świat należy do mnie". A stary człowiek, gdy umiera, ma otwarte dłonie. Czemu? Bo on już wie.
- Co wie? - spytałem.
- Że niczego nie możemy ze sobą zabrać."
Podczas jej lektury uroniłam niejedną łzę, a także wiele razy naszły mnie różnego rodzaju refleksje. Serdecznie polecam tę książkę, zwłaszcza, że jest ona oparta o prawdziwe wydarzenia.
Zapadłe w sercu
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książka. Pokaż wszystkie posty
środa, 6 stycznia 2016
piątek, 3 października 2014
#75 Stara miłość nie rdzewieje...
Na książkę Mhairi McFarlane "Nie mów nic, kocham cię" trafiłam przez przypadek. Jednak naprawdę mnie wciągnęła! Opowiada z pozoru standardową historię spotkania przyjaciół ze studiów po latach. Ben i Rachel spotykają się w Manchesterze. Ona świeżo po rozstaniu, on razem z piękną żoną Oliwią niedawno się przeprowadzili. I tak równolegle poznajemy dwie historie - Bena i Rachel za czasów studiów, a także Bena i Rachel obecnie.
Książka ta jest lekko zabarwiona humorem, przez to momentami można się uśmiać czy nawet podłapać kilka ripost. Czyta się lekko, szybko mimo swojej objętości oraz niezwykle wciąga. Nawet okładka przypadła mi do gustu co rzadko się zdarza. Niestety nie mam zdjęcia z tego co kojarzę, ale załączam link:
http://merlin.pl/Nie-mow-nic-kocham-Cie_McFarlane-Mhairi/browse/product/1,1279711.html?place=suggest
Mam nadzieję, że do biblioteki dotrze także kolejna powieść wyżej wymienionej autorki, która odpisała mi nawet na facebooku co oznaczam za bardzo miłe:)
Recenzja ta jest dosyć krótka, gdyż nie chce zbyt wiele zdradzać, ponieważ książka jest wg mnie naprawdę warta uwagi.
Książka ta jest lekko zabarwiona humorem, przez to momentami można się uśmiać czy nawet podłapać kilka ripost. Czyta się lekko, szybko mimo swojej objętości oraz niezwykle wciąga. Nawet okładka przypadła mi do gustu co rzadko się zdarza. Niestety nie mam zdjęcia z tego co kojarzę, ale załączam link:
http://merlin.pl/Nie-mow-nic-kocham-Cie_McFarlane-Mhairi/browse/product/1,1279711.html?place=suggest
Mam nadzieję, że do biblioteki dotrze także kolejna powieść wyżej wymienionej autorki, która odpisała mi nawet na facebooku co oznaczam za bardzo miłe:)
Recenzja ta jest dosyć krótka, gdyż nie chce zbyt wiele zdradzać, ponieważ książka jest wg mnie naprawdę warta uwagi.
czwartek, 7 sierpnia 2014
#73 Miłość jak ze snu
Na tą książkę natknęłam się przypadkiem, mój wzrok przyciągnęła okładka, której jednak kiedy przyjrzymy się z bliska okazuje się trochę tandetna. Wg mnie trochę niedorobiona, gdyż para na tym tle wypada...no dość sztucznie. W każdym bądź razie w końcu najważniejsza jest treść.
Nie jest to książka z jakimś głębokim przesłaniem. Z początku nazywałam ją nawet dość płytką, jednak po głębszym zastanowieniu stwierdzam, że jednak coś się da z niej wykrzesać, bo nie jest to do końca tylko historia o miłości. Choć w większości tak.
Bohaterką książki "Zimowy ślub" Sharon Owens jest Emily pracująca w redakcji "Stylowego życia", która jakiś czas temu wraz ze swoimi wspomnieniami uciekła z Belfastu do Londynu by zacząć od nowa. Przeszkadza jej w tym jednak szafa pełna wspomnień, pamiątek. Na ich wyrzucenie jednak Emily nie znajduje wystarczającą siły. Pewnego dnia postanawia oddać nietrafione prezenty od swojej przyjaciółki Arabelli do sklepu dobroczynnego. Tam poznaje przystojnego Dylana...
Tak by można było w skrócie przedstawić wstęp do tej oto książki. I muszę zwrócić jej honor, gdyż nie jest do końca taka płytka jakby się mogło wydawać. Motyw szafy, uwięzienia we wspomnieniach, trudnego dzieciństwa przeplata gdzieś tą romantyczną historię sprawiając, że osiąga ona pewną głębię. Tylko żeby ktoś tu nie pomyślał, że czytam tylko jakąś nie wiadomo jak ambitną literaturę, o co to to nie, ja po prostu lubię książki z przesłaniem:)
Koniec końców popłakałam się przy ostatnich stronach. Mogło to być jednak spowodowane wydarzeniami w moim życiu z ostatniego czasu, więc jeśli Wam nie zdarzy się uronić łzy i będziecie się zastanawiać o czym ona pisała, to nie, spokojnie, jesteście normalni.
Ogólnie wydaje mi się, że warto tą książkę przeczytać jako taką odskocznię od szarej rzeczywistości.
Bohaterką książki "Zimowy ślub" Sharon Owens jest Emily pracująca w redakcji "Stylowego życia", która jakiś czas temu wraz ze swoimi wspomnieniami uciekła z Belfastu do Londynu by zacząć od nowa. Przeszkadza jej w tym jednak szafa pełna wspomnień, pamiątek. Na ich wyrzucenie jednak Emily nie znajduje wystarczającą siły. Pewnego dnia postanawia oddać nietrafione prezenty od swojej przyjaciółki Arabelli do sklepu dobroczynnego. Tam poznaje przystojnego Dylana...
Tak by można było w skrócie przedstawić wstęp do tej oto książki. I muszę zwrócić jej honor, gdyż nie jest do końca taka płytka jakby się mogło wydawać. Motyw szafy, uwięzienia we wspomnieniach, trudnego dzieciństwa przeplata gdzieś tą romantyczną historię sprawiając, że osiąga ona pewną głębię. Tylko żeby ktoś tu nie pomyślał, że czytam tylko jakąś nie wiadomo jak ambitną literaturę, o co to to nie, ja po prostu lubię książki z przesłaniem:)
Koniec końców popłakałam się przy ostatnich stronach. Mogło to być jednak spowodowane wydarzeniami w moim życiu z ostatniego czasu, więc jeśli Wam nie zdarzy się uronić łzy i będziecie się zastanawiać o czym ona pisała, to nie, spokojnie, jesteście normalni.
Ogólnie wydaje mi się, że warto tą książkę przeczytać jako taką odskocznię od szarej rzeczywistości.
czwartek, 3 lipca 2014
#72 Bo każdy pragnie szczęśliwego zakończenia...
Dawno mnie tutaj nie było. Ktoś jakiś czas temu powiedział mi, że zapewne skasuje w końcu tego bloga. Byłam bliska tego, jednak gdy spojrzałam na nagłówek, na spis ludzi, którzy mnie czytają, to choćby była ich garstka to osiągnęłam to sama i jednak szkoda by mi było tak ostatecznie to porzucić. Dziś wracam do Was z jedną z pierwszych wakacyjnych recenzji w tym roku.
Na książkę Lucy Dillon "Szczęśliwe zakończenie" wpadłam przez przypadek o ile dobrze pamiętam. Wypożyczyłam ją już jakiś czas temu, wiecznie przedłużając termin oddania, głównie ze względu braku czasu w roku akademickim. Niektóre książki oddawałam bez przeczytania, jednak ta jakoś dzielnie trwała na mojej półce. I już wiem dlaczego. Nie mogłam się od niej oderwać.
Bohaterka Michelle po ucieczce od męża osiedla się w Longhampton, gdzie ma nadzieję zbudować na nowo swoje życie. Przez przypadek poznaje Annę - zabieganą właścicielkę niesfornego dalmatyńczyka Pongo. Stają się one mimo różnych charakterów dobrymi przyjaciółkami. Michelle - lokalna bizneswoman - po sukcesie swojego sklepu Home Sweet Home postanawia zamienić opuszczoną księgarnią na sklep z pościelą. Jednak istnieje pewien mały haczyk - prawnik Rory, który sprawuje pieczę nad interesami dotychczasowego właściciela księgarni - informuje Michelle o przymusie prowadzeniu księgarni jeszcze przez rok nim pojawi się w jej miejsce inny sklep. Kobieta podejmuje się tego zadania, a na kierownika wybiera Annę, dla której książki znaczą naprawdę wiele, są jej pasją, a jednocześnie sposobem oderwania się od rzeczywistości. Godząc obowiązki macochy dla trzech pasierbic - Lily, Chloe i Becci - Anna odnajduje swoje małe miejsce na ziemi. Jednocześnie właśnie to miejsce staje się zaczątkiem kolejnych wydarzeń, które ostatecznie odmienią życie niejednej osoby. Jednak czy wszyscy bohaterowie doczekają się swojego szczęśliwego zakończenia?
Książka ta jest przepełniona dobrymi emocjami - miłością, szczęściem, spokojem, a jednocześnie gdzieś z zakamarków wychylają się także te negatywne. Jest to opowieść na pewno warta polecenia, pokazująca, że czasami trzeba stanąć twarzą w twarz z naszą przeszłością, zamiast budować mury w teraźniejszości.
Na książkę Lucy Dillon "Szczęśliwe zakończenie" wpadłam przez przypadek o ile dobrze pamiętam. Wypożyczyłam ją już jakiś czas temu, wiecznie przedłużając termin oddania, głównie ze względu braku czasu w roku akademickim. Niektóre książki oddawałam bez przeczytania, jednak ta jakoś dzielnie trwała na mojej półce. I już wiem dlaczego. Nie mogłam się od niej oderwać.
Bohaterka Michelle po ucieczce od męża osiedla się w Longhampton, gdzie ma nadzieję zbudować na nowo swoje życie. Przez przypadek poznaje Annę - zabieganą właścicielkę niesfornego dalmatyńczyka Pongo. Stają się one mimo różnych charakterów dobrymi przyjaciółkami. Michelle - lokalna bizneswoman - po sukcesie swojego sklepu Home Sweet Home postanawia zamienić opuszczoną księgarnią na sklep z pościelą. Jednak istnieje pewien mały haczyk - prawnik Rory, który sprawuje pieczę nad interesami dotychczasowego właściciela księgarni - informuje Michelle o przymusie prowadzeniu księgarni jeszcze przez rok nim pojawi się w jej miejsce inny sklep. Kobieta podejmuje się tego zadania, a na kierownika wybiera Annę, dla której książki znaczą naprawdę wiele, są jej pasją, a jednocześnie sposobem oderwania się od rzeczywistości. Godząc obowiązki macochy dla trzech pasierbic - Lily, Chloe i Becci - Anna odnajduje swoje małe miejsce na ziemi. Jednocześnie właśnie to miejsce staje się zaczątkiem kolejnych wydarzeń, które ostatecznie odmienią życie niejednej osoby. Jednak czy wszyscy bohaterowie doczekają się swojego szczęśliwego zakończenia?
Książka ta jest przepełniona dobrymi emocjami - miłością, szczęściem, spokojem, a jednocześnie gdzieś z zakamarków wychylają się także te negatywne. Jest to opowieść na pewno warta polecenia, pokazująca, że czasami trzeba stanąć twarzą w twarz z naszą przeszłością, zamiast budować mury w teraźniejszości.
poniedziałek, 10 marca 2014
#71 Jak pozostać człowiekiem...czyli historia, która krzepi serce
Tym razem w książce Richarda Paula Evansa "Stokrotki w śniegu" poznajemy niezwykle bogatego, pewnego siebie Jamesa Kiera. Jest on bezwzględny, nieobliczalny, żądny zysku. Nie liczy się z uczuciami innych, pozostaje w separacji z żoną mając na boku inną kobietę, jego własny syn nie chce z nim rozmawiać. Bezwzględnie przejmuje ludzkie posiadłości, ziemie, stawiając w tych miejscach nowe nieruchomości, na których zbija miliony. I może to by tak trwało, gdyby pewnego dnia James nie trafił na swój nekrolog w gazecie...
Jest to niesamowita opowieść o tym jak zemsta potrafi zmienić człowieka. I o tym, że pieniądze to nie wszystko. Często może się zdarzyć, że wierzymy, że ten kto "trzyma" się naszych pieniędzy jest prawdziwym przyjacielem, a właśnie tej prawdziwej relacji z inną osobą zdajemy się nie zauważać.
W każdej sytuacji sukcesem jest pozostać człowiekiem, człowiekiem dobrym z wielkim sercem otwartym na innych, przede wszystkim naszych najbliższych.
Książka niesamowicie mnie urzekła, jest wspaniałą historią człowieka, który krok po kroku wraca w miejsce, z którego wypchnęła go chęć zemsty, pokazania, że da radę. Człowieka, który przekroczył granicę zza której czasami ciężko jest wrócić, bo niektórych rzeczy nie da się zmienić.
Oto dwa cytaty, które mnie urzekły, wybór nie był łatwy, bo wiele słów zapada w serce!
"Wszyscy, a na pewno niektórzy z nas, mamy poważną wadę. To co jest dla nas najważniejsze, potrzebne do życia, bierzemy za oczywiste, za dane. Powietrze. Wodę. Miłość. Jeśli jest obok was ktoś, kogo kochacie, jesteście szczęściarzami. A jeśli ta osoba i was darzy miłością – możecie mówić o prawdziwym błogosławieństwie. Jeśli zaś marnujecie czas dany wam na tę miłość, jesteście głupcami!"
"Co jest istotą świąt Bożego Narodzenia? To proste pytanie: łaska Boża. Oraz zrozumienie tego, że nie możemy na nią zapracować, tak samo jak nie możemy zasłużyć na to, by w naszym życiu pojawiła się miłość. Ze swojej natury łaska jest darem, czymś, co otrzymujemy bezwarunkowo, nieobwarowane żadnymi nakazami, nie w zamian za coś. Najlepsze, co możemy zrobić, to otworzyć na nią nasze serca, by przyjąć ją w pełni, z całych sił, z całą mocą i przekonaniem, że dzięki niej możemy stać się lepszymi ludźmi. To moim zdaniem prawdziwy cud Bożego Narodzenia."
Pozdrawiam Was, a za niedługo kolejne posty!
Jest to niesamowita opowieść o tym jak zemsta potrafi zmienić człowieka. I o tym, że pieniądze to nie wszystko. Często może się zdarzyć, że wierzymy, że ten kto "trzyma" się naszych pieniędzy jest prawdziwym przyjacielem, a właśnie tej prawdziwej relacji z inną osobą zdajemy się nie zauważać.
W każdej sytuacji sukcesem jest pozostać człowiekiem, człowiekiem dobrym z wielkim sercem otwartym na innych, przede wszystkim naszych najbliższych.
Książka niesamowicie mnie urzekła, jest wspaniałą historią człowieka, który krok po kroku wraca w miejsce, z którego wypchnęła go chęć zemsty, pokazania, że da radę. Człowieka, który przekroczył granicę zza której czasami ciężko jest wrócić, bo niektórych rzeczy nie da się zmienić.
Oto dwa cytaty, które mnie urzekły, wybór nie był łatwy, bo wiele słów zapada w serce!
"Wszyscy, a na pewno niektórzy z nas, mamy poważną wadę. To co jest dla nas najważniejsze, potrzebne do życia, bierzemy za oczywiste, za dane. Powietrze. Wodę. Miłość. Jeśli jest obok was ktoś, kogo kochacie, jesteście szczęściarzami. A jeśli ta osoba i was darzy miłością – możecie mówić o prawdziwym błogosławieństwie. Jeśli zaś marnujecie czas dany wam na tę miłość, jesteście głupcami!"
"Co jest istotą świąt Bożego Narodzenia? To proste pytanie: łaska Boża. Oraz zrozumienie tego, że nie możemy na nią zapracować, tak samo jak nie możemy zasłużyć na to, by w naszym życiu pojawiła się miłość. Ze swojej natury łaska jest darem, czymś, co otrzymujemy bezwarunkowo, nieobwarowane żadnymi nakazami, nie w zamian za coś. Najlepsze, co możemy zrobić, to otworzyć na nią nasze serca, by przyjąć ją w pełni, z całych sił, z całą mocą i przekonaniem, że dzięki niej możemy stać się lepszymi ludźmi. To moim zdaniem prawdziwy cud Bożego Narodzenia."
Pozdrawiam Was, a za niedługo kolejne posty!
piątek, 7 marca 2014
#70 Życie wywrócone do góry nogami
Po czasie oczekiwania w moje ręce wpadła kolejna powieść Richarda Paula Evansa z urzekającą okładką
i niemniej urzekającym wnętrzem. Poznajemy bohatera o imieniu Joseph.. Ma on 11 braci, ale wspólną matkę tylko z jednym z nich. Można dosyć mocno wyczuć rywalizację oraz zazdrość między braćmi, min. z powodu faworyzowania przez ojca obecnej partnerki - matki Josepha i jego brata. Wszyscy pracują w rodzinnej agencji reklamowej. Raz w jeden z dni pełnych pracy firma prawie straciła by klienta gdyby nie....sen Josepha! Przyśniły mu się podskakujące walizki i tym sposobem powstało nowe hasło reklamowe. Takich snów było więcej, a jeden z nich, nieopacznie opowiedziany przez ojca przy wspólnej kolacji rozpoczął serię zdarzeń...Przy najbliższej, nadarzającej się okazji, bracia pozbywają się brata z firmy, ten traci także narzeczoną, nie może kontaktować się z ojcem...Rozpoczyna nowe życie wbrew swojej woli w nowym miejscu. Jednak nie wszystko co z pozoru wygląda tragicznie musi i tak się skończyć...
Nie pamiętam książki R. P. Evansa na której bym się zawiodła i tak jest również i w tym przypadku.
Serdecznie polecam tę pozycję jak i inne tego autora:)
i niemniej urzekającym wnętrzem. Poznajemy bohatera o imieniu Joseph.. Ma on 11 braci, ale wspólną matkę tylko z jednym z nich. Można dosyć mocno wyczuć rywalizację oraz zazdrość między braćmi, min. z powodu faworyzowania przez ojca obecnej partnerki - matki Josepha i jego brata. Wszyscy pracują w rodzinnej agencji reklamowej. Raz w jeden z dni pełnych pracy firma prawie straciła by klienta gdyby nie....sen Josepha! Przyśniły mu się podskakujące walizki i tym sposobem powstało nowe hasło reklamowe. Takich snów było więcej, a jeden z nich, nieopacznie opowiedziany przez ojca przy wspólnej kolacji rozpoczął serię zdarzeń...Przy najbliższej, nadarzającej się okazji, bracia pozbywają się brata z firmy, ten traci także narzeczoną, nie może kontaktować się z ojcem...Rozpoczyna nowe życie wbrew swojej woli w nowym miejscu. Jednak nie wszystko co z pozoru wygląda tragicznie musi i tak się skończyć...
Nie pamiętam książki R. P. Evansa na której bym się zawiodła i tak jest również i w tym przypadku.
Serdecznie polecam tę pozycję jak i inne tego autora:)
piątek, 1 listopada 2013
#63 Życie po śnie...
Po przebudzeniu Maggie pragnie macierzyństwa...Jednak po pierwszym porodzie nie wiadomo czy to będzie możliwe. Pastora Johna dopada przeszłość...Jego córka Amanda wraz z Amosem i przyjaciółmi są w niebezpieczeństwie...
"Maggie" to druga część powieści "Umarli nie tańczą". Stwierdzam wszem i wobec, że pierwsza część była lepsza. Taka w stylu Charlesa Martina, mogliśmy poznać uczucia głównego bohatera, zreflektować się...A tu? Co prawda także poznajemy wewnętrzne przeżycia bohaterów, jednak momentami miałam wrażenie, że czytam powieść sensacyjną, przygodową. I nie znaczy to, że czytało się to źle, bo w końcu dobrnęłam do ostatniej strony, jednak to nie to, czego oczekiwałam, czego mogłam oczekiwać po autorze i po pierwszej części. Momentami miałam wrażenie, że jest to bardzo naciągane, wymyślone tylko po to, aby można było napisać drugą część powieści, która zdobyła (tak sądzę) uznanie czytelników.
Akcja opiera się głównie na pewnych wydarzeniach, które są konsekwencją przeszłości pastora Johna. W to wplecione są wyjaśnienia dotyczące życiorysu Bryce'a (który m.in. na wpół ubrany wpół rozebrany w poprzedniej części grał na dudach oraz problemy zdrowotne Maggie oraz związany z tym proces adopcji...Dowiadujemy się także, że Amanda została żoną Amosa. Dylan poświęci swojego trucka w imię mini vana, a doświadczenia obecnej sytuacji nie ominą także jego psa Blue...
Podsumowując książkę czyta się dość dobrze, jednak jak już wspomniałam nie wbija się ona w mój obraz, jaki wyrobiłam sobie na podstawie poprzedniej części a także innej Charlesa Martina. W kolejce do przeczytania czekają na mnie jeszcze inne jego książki, także na pewno jeszcze się tutaj coś pojawi :)
Tymczasem zbieram się do Kościoła i życzę Wam udanego weekendu!
A tutaj cytat już z podziękowań...
"Maggie" to druga część powieści "Umarli nie tańczą". Stwierdzam wszem i wobec, że pierwsza część była lepsza. Taka w stylu Charlesa Martina, mogliśmy poznać uczucia głównego bohatera, zreflektować się...A tu? Co prawda także poznajemy wewnętrzne przeżycia bohaterów, jednak momentami miałam wrażenie, że czytam powieść sensacyjną, przygodową. I nie znaczy to, że czytało się to źle, bo w końcu dobrnęłam do ostatniej strony, jednak to nie to, czego oczekiwałam, czego mogłam oczekiwać po autorze i po pierwszej części. Momentami miałam wrażenie, że jest to bardzo naciągane, wymyślone tylko po to, aby można było napisać drugą część powieści, która zdobyła (tak sądzę) uznanie czytelników.
Akcja opiera się głównie na pewnych wydarzeniach, które są konsekwencją przeszłości pastora Johna. W to wplecione są wyjaśnienia dotyczące życiorysu Bryce'a (który m.in. na wpół ubrany wpół rozebrany w poprzedniej części grał na dudach oraz problemy zdrowotne Maggie oraz związany z tym proces adopcji...Dowiadujemy się także, że Amanda została żoną Amosa. Dylan poświęci swojego trucka w imię mini vana, a doświadczenia obecnej sytuacji nie ominą także jego psa Blue...
Podsumowując książkę czyta się dość dobrze, jednak jak już wspomniałam nie wbija się ona w mój obraz, jaki wyrobiłam sobie na podstawie poprzedniej części a także innej Charlesa Martina. W kolejce do przeczytania czekają na mnie jeszcze inne jego książki, także na pewno jeszcze się tutaj coś pojawi :)
Tymczasem zbieram się do Kościoła i życzę Wam udanego weekendu!
A tutaj cytat już z podziękowań...
sobota, 5 października 2013
#62 Tajemnica pewnej kanapy...
I tak oto pierwszy tydzień podróży na studia upłynął mi z książką "Detektyw Monk na kanapie". Co prawda zawsze starałam się czytać części we właściwej kolejności, jednak ta wpadła w moje ręce nieco później niż kolejna część, którą opisałam kilka postów temu.
Jak zwykle akcja rozgrywa się w San Francisco. Nie spotkacie się tu ze znanym Wam z serialu Randym Disherem, gdyż jego miejsca jakiś czas temu zajęła porucznik Amy Devlin po tym jak Randy przeniósł się do Summit w stanie New Jersey.
W tej części mamy całkiem pokaźną liczbę zgonów, do tego dochodzi fakt, że oprócz Monka, śledztwa podejmuje się także jego asystentka - Natalie - gdy nie zgadza się ze swoim szefem co do przyczyn jednej ze śmierci...W sprawie tej pomagają jej brat Monka Ambrose, a także jego nowa dziewczyna Yuki, którą Adrian nazywa "wytatuowaną, motocyklową mamuśką zdolną zabić." Natomiast Monk spotyka swoją bratnią duszę w osobie Jerry'ego - dowodzącego ekipy sprzątającej miejsca zbrodni, którzy jeśli trzeba zerwą nawet podłogę, aby wyczyścić ostatnie ślady krwi. Adrian uważa, że to idealny kandydat dla Natalie co daje jej do zrozumienia "mrugnięciem okiem" - co u Monka wygląda (jak to określiła Natalie) jak drzemka z jednym okiem zamkniętym.
Serdecznie polecam całą serię!
Jak zwykle akcja rozgrywa się w San Francisco. Nie spotkacie się tu ze znanym Wam z serialu Randym Disherem, gdyż jego miejsca jakiś czas temu zajęła porucznik Amy Devlin po tym jak Randy przeniósł się do Summit w stanie New Jersey.
W tej części mamy całkiem pokaźną liczbę zgonów, do tego dochodzi fakt, że oprócz Monka, śledztwa podejmuje się także jego asystentka - Natalie - gdy nie zgadza się ze swoim szefem co do przyczyn jednej ze śmierci...W sprawie tej pomagają jej brat Monka Ambrose, a także jego nowa dziewczyna Yuki, którą Adrian nazywa "wytatuowaną, motocyklową mamuśką zdolną zabić." Natomiast Monk spotyka swoją bratnią duszę w osobie Jerry'ego - dowodzącego ekipy sprzątającej miejsca zbrodni, którzy jeśli trzeba zerwą nawet podłogę, aby wyczyścić ostatnie ślady krwi. Adrian uważa, że to idealny kandydat dla Natalie co daje jej do zrozumienia "mrugnięciem okiem" - co u Monka wygląda (jak to określiła Natalie) jak drzemka z jednym okiem zamkniętym.
Serdecznie polecam całą serię!
piątek, 27 września 2013
#61 "Jestem bezpieczna w oddechu Boga..."
Jakiś czas temu pożyczyłam od Justyny książkę pt. "Uśmiech Karoliny" Leny Klassen. Kiedyś będąc u niej zaintrygował mnie jej tytuł - no wiecie to imię :D - a potem także jej recenzja na wyżej wspomnianym blogu.
Poznajemy dwie osoby - Nataschę i Karolinę. Natascha to żona Josta i matka trójki dzieci - Luny, Melissy i Evy. Małżeństwo mieszka razem z rodzicami Nataschy. Jost nie bardzo dogaduje się z teściową. Gdy on pracuje, żona pomaga w gospodarstwie - zajmuje się świniami, a także opiekuje się dziećmi. Śpiewa także w chórze gospel co sprawia jej prawdziwą radość oraz spisuje pamiętnik. Bez przerwy także rozmawia z Bogiem, a czasami także milknie zatapiając się w Zakątku Ciszy - w sercu Boga.
Drugą osobą jest Karolina - rezolutna dziewczyna interesująca się wszystkim po trochu - sztuką, teatrem, śpiewem. Wraz ze swoimi znajomymi tworzy kapelę, a także występuje w teatrze, gdzie wciela się w rolę Kopciuszka. Gdyby tego było mało pracuje także w agencji reklamowej. Czasami także odwiedza szpital, gdzie przebywa jej babcia Milli. Jej towarzyszem jest wierny pies Harald a także jej chłopak Nils.
Pewnego razu, Karo wraca wcześniej do domu. Postanawia tym razem sama wyprowadzić Haralda na spacer. Na ulicy w ciemności zauważa owczarka, więc na wszelki wypadek bierze swojego podopiecznego na ręce. Gdy podnosi się, obcy pies atakuje. Karo trafia do szpitala, a jej szansą na powrót do zdrowia jest przeszczep twarzy...
W niezwykły sposób historie tych dwóch kobiet łączą się.
Jest to niezwykła historia o wdzięczności, zaufaniu, Bożej obecności, poświęceniu. Jego miłość, Jego światło potrafi wyciągnąć nas z najciemniejszej doliny. Jak mówi Psalm 23"Chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną."
On jest przy Tobie w każdej sekundzie Twojego życia.
Poznajemy dwie osoby - Nataschę i Karolinę. Natascha to żona Josta i matka trójki dzieci - Luny, Melissy i Evy. Małżeństwo mieszka razem z rodzicami Nataschy. Jost nie bardzo dogaduje się z teściową. Gdy on pracuje, żona pomaga w gospodarstwie - zajmuje się świniami, a także opiekuje się dziećmi. Śpiewa także w chórze gospel co sprawia jej prawdziwą radość oraz spisuje pamiętnik. Bez przerwy także rozmawia z Bogiem, a czasami także milknie zatapiając się w Zakątku Ciszy - w sercu Boga.
Drugą osobą jest Karolina - rezolutna dziewczyna interesująca się wszystkim po trochu - sztuką, teatrem, śpiewem. Wraz ze swoimi znajomymi tworzy kapelę, a także występuje w teatrze, gdzie wciela się w rolę Kopciuszka. Gdyby tego było mało pracuje także w agencji reklamowej. Czasami także odwiedza szpital, gdzie przebywa jej babcia Milli. Jej towarzyszem jest wierny pies Harald a także jej chłopak Nils.
Pewnego razu, Karo wraca wcześniej do domu. Postanawia tym razem sama wyprowadzić Haralda na spacer. Na ulicy w ciemności zauważa owczarka, więc na wszelki wypadek bierze swojego podopiecznego na ręce. Gdy podnosi się, obcy pies atakuje. Karo trafia do szpitala, a jej szansą na powrót do zdrowia jest przeszczep twarzy...
W niezwykły sposób historie tych dwóch kobiet łączą się.
Jest to niezwykła historia o wdzięczności, zaufaniu, Bożej obecności, poświęceniu. Jego miłość, Jego światło potrafi wyciągnąć nas z najciemniejszej doliny. Jak mówi Psalm 23"Chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną."
On jest przy Tobie w każdej sekundzie Twojego życia.
środa, 25 września 2013
#60 Czekam na Ciebie...
W tamtym roku, w maju , szczęśliwa po maturach pożyczyłam od koleżanki coś do poczytania. Między innymi w moje ręce trafiła książka "Kiedy płaczą świerszcze" i tak zaczęła się moja przygoda z Charlesem Martinem. Obecnie jestem w szczęśliwym posiadaniu kilku z jego książek, a ostatnio przeczytałam zamówioną z biblioteki powieść "Umarli nie tańczą".
"Umarli nie tańczą" to debiutancka powieść Charlesa Martina. Opowiada o szczęśliwym małżeństwie Dylana i Maggie. Oboje są bardzo w sobie zakochani, dbają o siebie, okazują sobie wiele miłości. Po pewnym czasie okazuje się, że Maggie jest w ciąży. Rozradowani rodzice oczekują przyjścia na świat swojego dziecka. Jednak przy porodzie Maggie traci wiele krwi i zapada w śpiączkę. Dylan musi sam zająć się pogrzebem ich syna oraz cierpliwie czekać i ufać, że jego ukochana wybudzi się ze snu...
Wsparciem dla Dylana jest na pewno jego przyjaciel Amos, który załatwia mu pracę nauczyciela akademickiego. Nowa klasa Dylana jest pełna różnych osobistości, z których każdą z nich bohater stara się zapamiętać, a także odkryć. Jest wśród nich Amanda - córka pastora, która jak się opiekuje się Maggie w szpitalu. Dziewczyna ta, która zaszła w ciążę na skutek gwałtu mając w sobie tyle miłości do syna, stanowi dla Dylana pewien przykład, drogowskaz. Jest także Koy, która skrywa się za ciemnymi okularami. Stanowi ona pewien swoisty kontrast dla postaci Amandy. Możemy poznać także szaloną postać, wiodącą dośc nietypowe życie...
Charles Martin to autor, który wzrusza, porusza serca, skłania do refleksji. Do tej pory przeczytałam jego dwa utwory, ten powyższy jak i "Kiedy płaczą świerszcze". Te, które posiadam wciąż czekają na swoją kolej. Obecnie mam także zamówioną kolejną część tej powieści pt."Maggie".
Serdecznie polecam zapoznać się z twórczością Charlesa Martina, może urzeknie ona i Was :)
"Umarli nie tańczą" to debiutancka powieść Charlesa Martina. Opowiada o szczęśliwym małżeństwie Dylana i Maggie. Oboje są bardzo w sobie zakochani, dbają o siebie, okazują sobie wiele miłości. Po pewnym czasie okazuje się, że Maggie jest w ciąży. Rozradowani rodzice oczekują przyjścia na świat swojego dziecka. Jednak przy porodzie Maggie traci wiele krwi i zapada w śpiączkę. Dylan musi sam zająć się pogrzebem ich syna oraz cierpliwie czekać i ufać, że jego ukochana wybudzi się ze snu...
Wsparciem dla Dylana jest na pewno jego przyjaciel Amos, który załatwia mu pracę nauczyciela akademickiego. Nowa klasa Dylana jest pełna różnych osobistości, z których każdą z nich bohater stara się zapamiętać, a także odkryć. Jest wśród nich Amanda - córka pastora, która jak się opiekuje się Maggie w szpitalu. Dziewczyna ta, która zaszła w ciążę na skutek gwałtu mając w sobie tyle miłości do syna, stanowi dla Dylana pewien przykład, drogowskaz. Jest także Koy, która skrywa się za ciemnymi okularami. Stanowi ona pewien swoisty kontrast dla postaci Amandy. Możemy poznać także szaloną postać, wiodącą dośc nietypowe życie...
Charles Martin to autor, który wzrusza, porusza serca, skłania do refleksji. Do tej pory przeczytałam jego dwa utwory, ten powyższy jak i "Kiedy płaczą świerszcze". Te, które posiadam wciąż czekają na swoją kolej. Obecnie mam także zamówioną kolejną część tej powieści pt."Maggie".
Serdecznie polecam zapoznać się z twórczością Charlesa Martina, może urzeknie ona i Was :)
wtorek, 24 września 2013
#59 Rozterki sławnego detektywa
W moje ręce wpadła nowa książka Lee Goldberga z serii o Detektywie Monku a mianowicie "Detektyw Monk w rozterce".
Jak zwykle narratorką jest wierna asystentka Pana Monka - Natalie Teeger, która obecnie wraz ze swoim szefem przebywa w Summit, tysiące kilometrów od ich miasta - San Francisco. Przybyli tam na prośbę komendanta policji Randy'ego Dishera, który do niedawna był detektywem wydziału zabójstw w San Francisco, gdzie jako konsultant pracuje właśnie Adrian Monk. Dowiadujemy się także, że partnerką życiową Randy'ego została Sharona Fleming - dawna pielęgniarka i asystentka Monka. Natalia wraz z Adrianem pełnią funkcję funkcjonariuszy miejscowej policji. Gdy ich pobyt dobiega końca wracają do San Francisco, gdzie mogą przemyśleć w spokoju decyzję powrotu do Summit. Po powrocie Natalie czeka niemiła niespodzianka - znajduje w swojej wannie trupa. Tak oto rozpoczyna się kolejne śledztwo, których w karierze Detektywa Monka nie brakowało i zapewne brakować nie będzie.
W tejże części możemy poznać ciekawe postacie jak m.in. Ellen Morse, która tak jak i Monk cierpiała na zaburzenia obsesyjno -kompulsywne, jednak radziła sobie z tym o wiele lepiej. Prowadzi ona w Summit sklep o wdzięcznej nazwie "Kupka" w którym sprzedawała różne postacie odchodów. Monk na propozycje pracy w sklepie Ellen zareagował jak można było się zresztą spodziewać słowami "Prędzej piekło zamarznie".
Jak i poprzednia części tak i tak mnie wciągnęła. Bardzo lubię czytać o przygodach Detektywa Monka, nawet nie wiem czy nie bardziej niż oglądać serial, co jest dosyć dziwne, gdyż autorem tych książek jest właśnie scenarzysta serialu.
Jak zwykle narratorką jest wierna asystentka Pana Monka - Natalie Teeger, która obecnie wraz ze swoim szefem przebywa w Summit, tysiące kilometrów od ich miasta - San Francisco. Przybyli tam na prośbę komendanta policji Randy'ego Dishera, który do niedawna był detektywem wydziału zabójstw w San Francisco, gdzie jako konsultant pracuje właśnie Adrian Monk. Dowiadujemy się także, że partnerką życiową Randy'ego została Sharona Fleming - dawna pielęgniarka i asystentka Monka. Natalia wraz z Adrianem pełnią funkcję funkcjonariuszy miejscowej policji. Gdy ich pobyt dobiega końca wracają do San Francisco, gdzie mogą przemyśleć w spokoju decyzję powrotu do Summit. Po powrocie Natalie czeka niemiła niespodzianka - znajduje w swojej wannie trupa. Tak oto rozpoczyna się kolejne śledztwo, których w karierze Detektywa Monka nie brakowało i zapewne brakować nie będzie.
W tejże części możemy poznać ciekawe postacie jak m.in. Ellen Morse, która tak jak i Monk cierpiała na zaburzenia obsesyjno -kompulsywne, jednak radziła sobie z tym o wiele lepiej. Prowadzi ona w Summit sklep o wdzięcznej nazwie "Kupka" w którym sprzedawała różne postacie odchodów. Monk na propozycje pracy w sklepie Ellen zareagował jak można było się zresztą spodziewać słowami "Prędzej piekło zamarznie".
Jak i poprzednia części tak i tak mnie wciągnęła. Bardzo lubię czytać o przygodach Detektywa Monka, nawet nie wiem czy nie bardziej niż oglądać serial, co jest dosyć dziwne, gdyż autorem tych książek jest właśnie scenarzysta serialu.
niedziela, 22 września 2013
#57 Podróż życia - część druga
O ile się nie mylę z serii "Dzienniki pisane w drodze" Richard Paul Evans napisał do tej pory cztery części, jednak tylko dwie do tej pory zostały wydane w Polsce - nad czym ubolewam. Druga część zaczyna się od miejsca w którym zostawiliśmy bohatera w części pierwszej.
"Na rozstaju dróg" rozpoczyna się sceną w szpitalu do którego trafił Alan po napadzie. Tam też ponownie spotyka się z pewną kobietą - Angel, której spotkanie jego żona zapowiedziała mu we śnie. Kobieta postanawia zaopiekować się rannym mężczyzną. Wydaje się, że to Angel pomaga Alanowi, jednak czy na pewno?
„Najlepszym sposobem na uleczenie własnego bólu jest uleczenie bólu kogoś innego.”
Po dość długim czasie rekonwalescencji, Alan wyrusza w dalsza podróż. Na swojej drodze spotyka Kailamai i ratuje ją przed grupą mężczyzn. Dziewczyna przez jakiś czas towarzyszy naszemu bohaterowi w drodze, po czym Alan łączy jej losy z Angel...
"Na rozstaju dróg" rozpoczyna się sceną w szpitalu do którego trafił Alan po napadzie. Tam też ponownie spotyka się z pewną kobietą - Angel, której spotkanie jego żona zapowiedziała mu we śnie. Kobieta postanawia zaopiekować się rannym mężczyzną. Wydaje się, że to Angel pomaga Alanowi, jednak czy na pewno?
„Najlepszym sposobem na uleczenie własnego bólu jest uleczenie bólu kogoś innego.”
Po dość długim czasie rekonwalescencji, Alan wyrusza w dalsza podróż. Na swojej drodze spotyka Kailamai i ratuje ją przed grupą mężczyzn. Dziewczyna przez jakiś czas towarzyszy naszemu bohaterowi w drodze, po czym Alan łączy jej losy z Angel...
Cóż mogę powiedzieć, kolejna powieść Richarda Paula Evansa, która mnie zachwyciła. Z niecierpliwością czekam na kolejne części, gdyż mój angielski nie jest zbyt dobry, żebym mogła czytać w oryginale. Jak poprzednia część i ta kończy się w kluczowym momencie, którego dalszy ciąg zapewne zawiera się w części trzeciej...
***
Obecnie choruje i jestem w tyle z postami, gdyż wiele książek czeka na recenzję. Mam nadzieję jakoś to ogarnąć. Pamiętam cały czas jeszcze o fotorelacji ze Szkocji oraz z XX FM i spotkaniami z ciekawymi ludźmi w tym z Szymonem Hołownią :).
czwartek, 12 września 2013
#56 Podróż życia - część I
Z serii "Dzienniki pisane w drodze"
Mogłoby się zdawać, że Alan Christoffersen ma wszystko. Jako właściciel agencji reklamowej zarabia przecież niezłą gotówkę, ma piękną, kochającą żonę, duży dom, kilka aut. Często podróżuje, jego żona ma nawet swojego konia. Jednak, gdy podczas spotkania z bardzo wpływowym klientem Alan dowiaduje się o wypadku swojej żony, wszystko się zmienia. Gdy opiekuje się swoją żoną w szpitalu, jego wspólnik po kryjomu kradnie ich klientów i zakłada własną firmę. Po niedługim czasie McKale umiera, a Alan traci także dom, samochody, wszystko co do tej pory osiągnął. Wtedy to postanawia ruszyć przed siebie, iść jak najdalej. Jako cel tej wędrówki wybiera sobie najbardziej oddalony od Seattle punkt na mapie USA a mianowicie Key West na Florydzie. Po wydaniu ostatnich instrukcji swojej pracownicy, a zarazem przyjaciółce Falene wyrusza w podróż życia.
"Możemy użalać się nad sobą i opłakiwać to, co straciliśmy, albo możemy wykorzystać porażki i stratę jako bodziec do rozwoju. Ostatecznie wybór zawsze należy do nas."
"(...) niektórzy ludzie przestali poszukiwać piękna, a potem dziwią się, że ich życie jest takie brzydkie. Nie stań się jedną z takich osób. Zdolność do podziwiania piękna pochodzi od Boga. Zwłaszcza piękna w drugim człowieku. Poszukaj piękna w każdym kogo spotkasz, a na pewno je znajdziesz. Każdy nosi w sobie odprysk boskości. I każdy kogo spotkamy ma nam coś do przekazania."
Mogłoby się zdawać, że Alan Christoffersen ma wszystko. Jako właściciel agencji reklamowej zarabia przecież niezłą gotówkę, ma piękną, kochającą żonę, duży dom, kilka aut. Często podróżuje, jego żona ma nawet swojego konia. Jednak, gdy podczas spotkania z bardzo wpływowym klientem Alan dowiaduje się o wypadku swojej żony, wszystko się zmienia. Gdy opiekuje się swoją żoną w szpitalu, jego wspólnik po kryjomu kradnie ich klientów i zakłada własną firmę. Po niedługim czasie McKale umiera, a Alan traci także dom, samochody, wszystko co do tej pory osiągnął. Wtedy to postanawia ruszyć przed siebie, iść jak najdalej. Jako cel tej wędrówki wybiera sobie najbardziej oddalony od Seattle punkt na mapie USA a mianowicie Key West na Florydzie. Po wydaniu ostatnich instrukcji swojej pracownicy, a zarazem przyjaciółce Falene wyrusza w podróż życia.
Książka bardzo mnie wciągnęła, zresztą jak wszystkie książki tego autora. Sięgnęłam po nią od razu po książce, którą opisałam w poprzednim poście ("Niezwykła wędrówka Harolda Fry") i zaskoczyło mnie to, że w obydwu znajduje się motyw dalekiej wędrówki. Zastanawiałam się nawet czy nie jest to jakaś aluzja skierowana w moją stronę hi hi ;) Tak książka podoba mi się jednak bardziej od poprzedniej może ze względu na brak wulgaryzmów ;) Przyjemnie mi się ją czytało, na pewno mnie nie nudziła oraz jak pozostałe książki R. P. Evansa skłaniała do refleksji pięknymi cytatami.
"(...) niektórzy ludzie przestali poszukiwać piękna, a potem dziwią się, że ich życie jest takie brzydkie. Nie stań się jedną z takich osób. Zdolność do podziwiania piękna pochodzi od Boga. Zwłaszcza piękna w drugim człowieku. Poszukaj piękna w każdym kogo spotkasz, a na pewno je znajdziesz. Każdy nosi w sobie odprysk boskości. I każdy kogo spotkamy ma nam coś do przekazania."
Serdecznie polecam, a już niedługo ukaże się recenzja drugiej części dzienników pisanych w drodze :)
wtorek, 3 września 2013
#55 Wędrówką, życie jest człowieka...
Z dnia na dzień udaje mi się przeczytać coraz więcej książek z czego się bardzo cieszę. Jedną z nich była książka Rachel Joyce pt. "Niezwykła wędrówka Harolda Fry".
Jak informuje nas tył książki "Rachel Joyce pisała tę powieść w ogrodzie przed świtem, gdy cała rodzina jeszcze spała. Robiła to dla ojca, który umierał na raka. Ta książka zmieniła jej życie."
Książka ta opowiada historię Harolda Fry, emeryta, która po otrzymaniu listu od jego umierającej przyjaciółki Queenie, wyrusza w podróż. Ufa, że dopóki będzie szedł, jego przyjaciółka będzie żyła. Na swojej drodze odwiedza wiele miejsc, które w monotonii życia nie przyciągały jego uwagi, a także spotyka wiele osób. Książka ta pokazuje, że nigdy nie jest za późno na dokonanie zmiany w swoim życiu, nigdy nie jest za późno, aby dawna miłość odżyła, aby uwierzyć w to, co z pozoru niemożliwe.
Tematyka książki bardzo mi się spodobała, jednak mam co do niej pewne zastrzeżenia. Uważam za zbędne użyte mocne wulgaryzmy w tej książce czy też wulgarne nazwy i opisy. Nie pasowały mi do całości książki, ani też nic jej nie dodawały.
Książka ta pokazuje także jak wiele błędów w swoim życiu popełniamy, które z pozoru mogą nic nie znaczyć, jednak potrafią mieć spore konsekwencje. Jednak wszystko z czasem można naprawić lub uleczyć miłością.
Jak informuje nas tył książki "Rachel Joyce pisała tę powieść w ogrodzie przed świtem, gdy cała rodzina jeszcze spała. Robiła to dla ojca, który umierał na raka. Ta książka zmieniła jej życie."
Książka ta opowiada historię Harolda Fry, emeryta, która po otrzymaniu listu od jego umierającej przyjaciółki Queenie, wyrusza w podróż. Ufa, że dopóki będzie szedł, jego przyjaciółka będzie żyła. Na swojej drodze odwiedza wiele miejsc, które w monotonii życia nie przyciągały jego uwagi, a także spotyka wiele osób. Książka ta pokazuje, że nigdy nie jest za późno na dokonanie zmiany w swoim życiu, nigdy nie jest za późno, aby dawna miłość odżyła, aby uwierzyć w to, co z pozoru niemożliwe.
Tematyka książki bardzo mi się spodobała, jednak mam co do niej pewne zastrzeżenia. Uważam za zbędne użyte mocne wulgaryzmy w tej książce czy też wulgarne nazwy i opisy. Nie pasowały mi do całości książki, ani też nic jej nie dodawały.
Książka ta pokazuje także jak wiele błędów w swoim życiu popełniamy, które z pozoru mogą nic nie znaczyć, jednak potrafią mieć spore konsekwencje. Jednak wszystko z czasem można naprawić lub uleczyć miłością.
niedziela, 1 września 2013
#53 Niezwykła opowieść o tym, że wszystko jest po coś...
Książka "Wszystko jest po coś" to wynik rozmowy Miry Suchodolskiej (dziennikarki i redaktorki, która pracowała m.in. w "Newsweeku" a obecnie pracuje w "Dzienniku gazecie prawnej") z Krzysztofem Ziemcem (dziennikarzem, a prywatnie mężem i ojcem trójki dzieci).
Jest to niezwykła opowieść o człowieku, który w obliczu zagrożenia swojego życia, starał się uratować bliskie mu osoby. Jak zmagał się ze swoim cierpieniem, które w pełni oddał za swojego ojca, o tym jak wielką wolę życia potrafią w nas wzbudzić najbliższe nam osoby, a także Bóg.
Książka ta zawiera wiele mądrych słów wypowiedzianych przez człowieka, który otarł się o śmierć, który na jednej z wizyt u chirurga usłyszał od niego "Pan nie miał prawa przeżyć". A jednak tak się stało.
Książka ta urzekła mnie prostotą i szczerością, a jednocześnie pewną głębią. Czytając to czułam, że Krzysztof Ziemiec opowiadając nam swoją historię chce pokazać, że można inaczej, można żyć lepiej, pełniej. Tak wiele w życiu tracimy, marnujemy, tak wiele rzeczy czy też ludzi nie zauważamy.
Niektóre jego słowa uderzyły mnie, poruszyły, są na pewno warte zapamiętania.
Trudno mi napisać coś więcej. Jedno jest pewne zazwyczaj ciężko mi się czyta książki, które nie mają określonej fabuły, nie są jakąś powieścią. Ta książka wciągnęła mnie do reszty, urzekła. Uważam, że każdy powinien ją przeczytać, a może akurat i Ty coś zrozumiesz, dzięki tej historii.
Jest to niezwykła opowieść o człowieku, który w obliczu zagrożenia swojego życia, starał się uratować bliskie mu osoby. Jak zmagał się ze swoim cierpieniem, które w pełni oddał za swojego ojca, o tym jak wielką wolę życia potrafią w nas wzbudzić najbliższe nam osoby, a także Bóg.
Książka ta zawiera wiele mądrych słów wypowiedzianych przez człowieka, który otarł się o śmierć, który na jednej z wizyt u chirurga usłyszał od niego "Pan nie miał prawa przeżyć". A jednak tak się stało.
Książka ta urzekła mnie prostotą i szczerością, a jednocześnie pewną głębią. Czytając to czułam, że Krzysztof Ziemiec opowiadając nam swoją historię chce pokazać, że można inaczej, można żyć lepiej, pełniej. Tak wiele w życiu tracimy, marnujemy, tak wiele rzeczy czy też ludzi nie zauważamy.
Niektóre jego słowa uderzyły mnie, poruszyły, są na pewno warte zapamiętania.
Trudno mi napisać coś więcej. Jedno jest pewne zazwyczaj ciężko mi się czyta książki, które nie mają określonej fabuły, nie są jakąś powieścią. Ta książka wciągnęła mnie do reszty, urzekła. Uważam, że każdy powinien ją przeczytać, a może akurat i Ty coś zrozumiesz, dzięki tej historii.
niedziela, 18 sierpnia 2013
#51 Obietnice, których moc zdolna jest pokonać czas...
"Obiecaj mi..." to kolejna z powieści Richarda Paula Evansa od której ciężko się oderwać. Pierwsze co to niesamowicie urzekła mnie okładka. Nie tylko przód, ale także piękne wzory na bokach i ta kolorystyka... Niedawno zakupiłam wydanie kieszonkowe tej powieści w Biedronce po 7,99 zł. jednak to wydanie już nie ma takiej zachwycającej okładki, ale ważne, że treść ta sama.
W historii tej poznajemy rodzinę Beth, która razem z mężem Markiem wychowuje małą Charlotte. Beth, a właściwie Bethany, pracuje w pralni chemicznej wraz ze swoją najlepszą przyjaciółką, starszą od niej o 10 lat Rox. Już na początku powieści dowiadujemy się, że z pozoru idealne małżeństwo Beth, ma swoje czarne strony. Bohaterka dowiaduje się o zdradzie męża i jej świat, a także idealny obraz małżeństwa rozpada się. Do tego jeszcze Charlotte coraz gorzej się czuje, a żaden z lekarzy nie potrafi postawić właściwej diagnozy. Dla dobra małej Beth zgadza się, aby Marc wrócił do domu. W niedługim czasie po tym dowiadujemy się, że u Marca wykryto raka trzustki i zostało mu maksymalnie pół roku życia. Beth stara się w ostatnich dniach życia męża, zapewnić mu normalny dom. Po jego śmierci nieoczekiwanie w świąteczny poranek w sklepie 7-eleven spotyka tajemniczego Matthew i tak dopiero zaczyna się cała historia...
Jak to na początku stwierdziła sama bohaterka - nie uwierzyłaby w tę historię, gdyby sama jej nie przeżyła.
Jest to niesamowita opowieść o sile miłości oraz złamanym zaufaniu. Piękne myśli, które tworzą wstęp do każdego rozdziału, często wywoływały we mnie różne refleksje.
"Nienawiść, pretensje i złość to pasożyty, które żywią się sercem do czasu, aż nie pozostanie nic, czym mogłaby się pożywić miłość."
"Nienawiść, pretensje i złość to pasożyty, które żywią się sercem do czasu, aż nie pozostanie nic, czym mogłaby się pożywić miłość."
Ta powieść pokazuje, jak mimo różnych zranień, złych doświadczeń, można znowu zaufać, mieć nadzieję. Jak miłość potrafi zmienić drugiego człowieka i jak wiele dla tej miłości jesteśmy w stanie poświęcić.
„Złamane przyrzeczenia są jak rozbite lustra. Ranią tych, którzy się ich kurczowo trzymają i wpatrują w popękane odbicia samych siebie.”
środa, 7 sierpnia 2013
#49 O pewnym zegarku z różowego złota...
A więc jak już wspominałam przy poprzedniej recenzji Pani z biblioteki oprócz "Zgody na szczęście" zaopatrzyła mnie także w powieść Richarda Paula Evansa "Zegarek z różowego złota". Warto przeczytać przed nią książkę tego samego autora "Najcenniejszy dar", z którą to miałam okazję zapoznać się jeszcze w roku akademickim (dziwię się, że nie ma tu jej recenzji, nadrobię to!), gdyż w "Zegarku z różowego złota" znajduje się do niej nawiązanie.
Do całej historii zawartej w tej powieści wprowadza nas bohater "Najcenniejszego daru" - Richard. Wspomina jak to MaryAnne u której mieszkali razem z żoną i córeczką Jenną ("Najcenniejszy dar") powierzyła mu właśnie zegarek z różowego złota, aby ofiarował go swojej córce w przeddzień jej ślubu. Po kilkunastu latach, obecnie 22-letnia Jenna przygotowuje się do ślubu. I tu zaczyna się historia Davida i MaryAnne Parkinów. Przenosimy się do 1908 roku w którym to wszystko się zaczyna. MaryAnne zostaje zatrudniona jako sekretarka miejscowego milionera Davida. I tak to rozpoczynają się wspólne ich losy. W trakcie czytania powieści poznajemy stopniowo także innych bohaterów takich jak Gibbs, pani Maud, Catherine, Cal Barker, Lawrence i innych. Przy tej ostatniej postaci zatrzymam się na dłużej. Jest to czarnoskóry mężczyzna, który walczył w dwóch wojnach. Utykał na jedną nogę co spowodowane było przez tkwiącą w jego lewym udzie hiszpańską kulę - pamiątkę z wojny hiszpański-amerykańskiej. Po odejściu z wojska kontynuował naprawę zegarów, którą zaczął parać się będąc jeszcze w wojsku. Lawrence to przyjaciel Davida, niezbyt szanowany przez społeczeństwo - spowodowane jest to jego kolorem skóry. Pokazana jest wielka niesprawiedliwość wobec - odmiennej od białej - rasy. Nikt nie dostrzegał charakteru Lawrence'a, a miał on wielkie serce.
Jest to jedna z najsmutniejszych opowieści Evansa, które do tej pory miałam okazję przeczytać. Niezwykły ból, rozpacz, a w tym wszystkim miłość i przebaczenie. Zegarek z różowego złota i aniołek z włoskiego marmuru.
Tak jak i poprzednie pozycje pana Evansa i tę mogę polecić z czystym sumieniem.
"W dzieciństwie jedyną pewną rzeczą jest tylko to, że się ono skończy."
Do całej historii zawartej w tej powieści wprowadza nas bohater "Najcenniejszego daru" - Richard. Wspomina jak to MaryAnne u której mieszkali razem z żoną i córeczką Jenną ("Najcenniejszy dar") powierzyła mu właśnie zegarek z różowego złota, aby ofiarował go swojej córce w przeddzień jej ślubu. Po kilkunastu latach, obecnie 22-letnia Jenna przygotowuje się do ślubu. I tu zaczyna się historia Davida i MaryAnne Parkinów. Przenosimy się do 1908 roku w którym to wszystko się zaczyna. MaryAnne zostaje zatrudniona jako sekretarka miejscowego milionera Davida. I tak to rozpoczynają się wspólne ich losy. W trakcie czytania powieści poznajemy stopniowo także innych bohaterów takich jak Gibbs, pani Maud, Catherine, Cal Barker, Lawrence i innych. Przy tej ostatniej postaci zatrzymam się na dłużej. Jest to czarnoskóry mężczyzna, który walczył w dwóch wojnach. Utykał na jedną nogę co spowodowane było przez tkwiącą w jego lewym udzie hiszpańską kulę - pamiątkę z wojny hiszpański-amerykańskiej. Po odejściu z wojska kontynuował naprawę zegarów, którą zaczął parać się będąc jeszcze w wojsku. Lawrence to przyjaciel Davida, niezbyt szanowany przez społeczeństwo - spowodowane jest to jego kolorem skóry. Pokazana jest wielka niesprawiedliwość wobec - odmiennej od białej - rasy. Nikt nie dostrzegał charakteru Lawrence'a, a miał on wielkie serce.
Jest to jedna z najsmutniejszych opowieści Evansa, które do tej pory miałam okazję przeczytać. Niezwykły ból, rozpacz, a w tym wszystkim miłość i przebaczenie. Zegarek z różowego złota i aniołek z włoskiego marmuru.
Tak jak i poprzednie pozycje pana Evansa i tę mogę polecić z czystym sumieniem.
"W dzieciństwie jedyną pewną rzeczą jest tylko to, że się ono skończy."
piątek, 2 sierpnia 2013
#48 Zgoda na szczęście, na szczęście
Niedługo wrócę do fotorelacji z Edynburga, a tymczasem kolejna recenzja!
Razem z koleżanką wybrałam się do biblioteki, tym razem w celu bardziej towarzyszenia. Jednak Pani bibliotekarka powiedziała mi, że odłożyła dla mnie książkę jednego z moich ulubionych autorów. Korzystając z okazji zapytałam od razu czy jest już może kolejna część powieści Anny
Ficner - Ogonowskiej, bo widziałam, że w katalogu widnieje już wpis, jednak bez dostępnych egzemplarzy. Okazało się, że jest i i tym sposobem z uśmiechem od ucha do ucha wyszłam zaopatrzona w kolejne dwie pozycje do czytania.
Zgoda na szczęście to trzeci tom po "Alibi na szczęście" i "Krok do szczęścia" powieści debiutującej pisarki Anny Ficner-Ogonowskiej. Gdy pierwsza wpadła w moje ręce, nie mogłam się od niej oderwać. Zdziwiłam się, że aż tak spodobała mi się książka polskiego autorstwa, ponieważ przyzwyczaiłam się już do tego, że moi ulubieni pisarze zazwyczaj są obcego pochodzenia. Zachęciło mnie to do większego zainteresowania naszą literaturą rodzimą. Szata graficzna dwóch pierwszych powieści - chodzi mi tutaj o okładkę - urzekła mnie. Obydwie bowiem przedstawiają wizerunki kobiet z kubkiem (dopowiadam sobie - herbaty) w dłoniach. Kolorystyka przyjemna dla oka, aż wyczuwa się taki spokój i ciepło. Ta okładka podoba mi się najmniej, jednak jak wiadomo najważniejsza jest zawartość.
Po zawiłych przejściach tomu pierwszego i jeszcze bardziej zaskakujących (aż wręcz momentami balansujących na niebezpiecznej krawędzi przesadzenia) problemów czy też sytuacji tomu drugiego, tu nareszcie wszystko zaczyna się powoli, jednak stopniowo układać. Nie oznacza to, że nie doświadczymy tu śladów łez czy boleści, a przez wszystkie kartki towarzyszyć nam będzie prawie, że anielska sielanka - o co to, to nie.
Hania powoli układa sobie życie u boku Mikołaja, oswaja fakt, że ma brata, jednocześnie zastanawiając się jak powiadomić o tym fakcie Dominikę. Jej siostra natomiast - świeżo upieczona mama - traci zupełnie głowę dla swojego małego Tomaszka. W życiu bohaterów przeplatają się smutki i radości. Nie brakuje cioci Anny, niezastąpionej, kochanej Pani Irenki, dwóch sióstr tak rożnych od siebie - Zuzi i Uli i innych znanych nam bohaterów.
Sposób pisania autorki jak już w poprzednich częściach powieści przypadł mi do gustu, jednak momentami zdarzało mi się pomijać opisy czy to literackiego świata czy też uczuć - może dlatego, że byłam bardzo ciekawa co będzie na końcu. Niektóre zwroty wywoływały uśmiech na mojej twarzy i tu pozwolę sobie przytoczyć kilka z nich:
"Takiego podsumowania Dominiki nie mogli zlekceważyć i grzecznie czekali na ostatni przystanek mlecznej drogi Tomaszka."
"-Ani mi się waż! - usłyszała. - Masz nie beczeć! Nie po to malowałam cię przez pół godziny, żebyś teraz w minutę zrobiła z siebie pandę!"
"- Tylko nie ostro! - postawiła warunek, bo nigdy nie przepadała za makijażowymi pomysłami siostry.
- Obiecuję, że będę używała kosmetyków, a nie musztardy, więc możesz być spokojna. Pieczenie Ci nie grozi."
Chociaż tak jak wspomniałam niektóre opisy zdarzało mi się pomijać, to jednak trafiały się takie nad którymi zatrzymywałam się na chwilkę:
"W latem pelargoniowych donicach kwitły teraz żółte bratki uśmiechające się do kołującego coraz niżej nad domem pani Irenki wiosennego słońca, oczkami swych brązowoatłasowych środków."
Koniec książki...jaki jest przekonacie się sami. Mogę tylko powiedzieć, że obawiałam się, że powstanie części tej powieści jeszcze więcej, przez co mi się przeje, będą robione one na siłę. Jednak historię zakończono w idealnym dla mnie momencie. Choć pod koniec już nawet opisów nie omijałam, bo chciałam chłonąć z tego świata jak najwięcej.
Dla niepocieszonych mam informację (zaczerpniętą także z tej książki), że już w listopadzie w księgarniach ukaże się specjalna wigilijna opowieść z udziałem naszych bohaterów.
Serdecznie polecam wszystkie trzy części książek Pani Anny!
(Recenzje tę zaczęłam pisać w trakcie czytania powieści, więc mogą występować pewne zaburzenia czasowe. Będę chyba praktykować ten sposób już zawsze, gdyż wtedy więcej mogę powiedzieć na temat danej książki. Aktualnie delektuję się pierogami z ich śmietankową pierzynką:)
Okruszki wymazane hihi)
swoje recenzje zamieszczam także na portalu www.merlin.pl
Razem z koleżanką wybrałam się do biblioteki, tym razem w celu bardziej towarzyszenia. Jednak Pani bibliotekarka powiedziała mi, że odłożyła dla mnie książkę jednego z moich ulubionych autorów. Korzystając z okazji zapytałam od razu czy jest już może kolejna część powieści Anny
Zgoda na szczęście to trzeci tom po "Alibi na szczęście" i "Krok do szczęścia" powieści debiutującej pisarki Anny Ficner-Ogonowskiej. Gdy pierwsza wpadła w moje ręce, nie mogłam się od niej oderwać. Zdziwiłam się, że aż tak spodobała mi się książka polskiego autorstwa, ponieważ przyzwyczaiłam się już do tego, że moi ulubieni pisarze zazwyczaj są obcego pochodzenia. Zachęciło mnie to do większego zainteresowania naszą literaturą rodzimą. Szata graficzna dwóch pierwszych powieści - chodzi mi tutaj o okładkę - urzekła mnie. Obydwie bowiem przedstawiają wizerunki kobiet z kubkiem (dopowiadam sobie - herbaty) w dłoniach. Kolorystyka przyjemna dla oka, aż wyczuwa się taki spokój i ciepło. Ta okładka podoba mi się najmniej, jednak jak wiadomo najważniejsza jest zawartość.
Po zawiłych przejściach tomu pierwszego i jeszcze bardziej zaskakujących (aż wręcz momentami balansujących na niebezpiecznej krawędzi przesadzenia) problemów czy też sytuacji tomu drugiego, tu nareszcie wszystko zaczyna się powoli, jednak stopniowo układać. Nie oznacza to, że nie doświadczymy tu śladów łez czy boleści, a przez wszystkie kartki towarzyszyć nam będzie prawie, że anielska sielanka - o co to, to nie.
Hania powoli układa sobie życie u boku Mikołaja, oswaja fakt, że ma brata, jednocześnie zastanawiając się jak powiadomić o tym fakcie Dominikę. Jej siostra natomiast - świeżo upieczona mama - traci zupełnie głowę dla swojego małego Tomaszka. W życiu bohaterów przeplatają się smutki i radości. Nie brakuje cioci Anny, niezastąpionej, kochanej Pani Irenki, dwóch sióstr tak rożnych od siebie - Zuzi i Uli i innych znanych nam bohaterów.
Sposób pisania autorki jak już w poprzednich częściach powieści przypadł mi do gustu, jednak momentami zdarzało mi się pomijać opisy czy to literackiego świata czy też uczuć - może dlatego, że byłam bardzo ciekawa co będzie na końcu. Niektóre zwroty wywoływały uśmiech na mojej twarzy i tu pozwolę sobie przytoczyć kilka z nich:
"Takiego podsumowania Dominiki nie mogli zlekceważyć i grzecznie czekali na ostatni przystanek mlecznej drogi Tomaszka."
"-Ani mi się waż! - usłyszała. - Masz nie beczeć! Nie po to malowałam cię przez pół godziny, żebyś teraz w minutę zrobiła z siebie pandę!"
"- Tylko nie ostro! - postawiła warunek, bo nigdy nie przepadała za makijażowymi pomysłami siostry.
- Obiecuję, że będę używała kosmetyków, a nie musztardy, więc możesz być spokojna. Pieczenie Ci nie grozi."
Chociaż tak jak wspomniałam niektóre opisy zdarzało mi się pomijać, to jednak trafiały się takie nad którymi zatrzymywałam się na chwilkę:
"W latem pelargoniowych donicach kwitły teraz żółte bratki uśmiechające się do kołującego coraz niżej nad domem pani Irenki wiosennego słońca, oczkami swych brązowoatłasowych środków."
Koniec książki...jaki jest przekonacie się sami. Mogę tylko powiedzieć, że obawiałam się, że powstanie części tej powieści jeszcze więcej, przez co mi się przeje, będą robione one na siłę. Jednak historię zakończono w idealnym dla mnie momencie. Choć pod koniec już nawet opisów nie omijałam, bo chciałam chłonąć z tego świata jak najwięcej.
Dla niepocieszonych mam informację (zaczerpniętą także z tej książki), że już w listopadzie w księgarniach ukaże się specjalna wigilijna opowieść z udziałem naszych bohaterów.
Serdecznie polecam wszystkie trzy części książek Pani Anny!
(Recenzje tę zaczęłam pisać w trakcie czytania powieści, więc mogą występować pewne zaburzenia czasowe. Będę chyba praktykować ten sposób już zawsze, gdyż wtedy więcej mogę powiedzieć na temat danej książki. Aktualnie delektuję się pierogami z ich śmietankową pierzynką:)
Okruszki wymazane hihi)
swoje recenzje zamieszczam także na portalu www.merlin.pl
czwartek, 25 lipca 2013
#47 Doskonała miłość usuwa lęk
Jakiś czas temu natknęłam się na książkę "Szukając Noel" o której zresztą napisałam recenzję tutaj. Jej autor - Richard Paul Evans- urzekł mnie na tyle, że od razu sprawdziłam czy są dostępne jakieś inne jego pozycje w pobliskiej bibliotece. Okazało się, że są i to prawie wszystkie! Studia jednak skutecznie uniemożliwiały mi czytanie, jednak w końcu nadszedł czas wakacji. Po powrocie z wyjazdów postanowiłam ostro wziąć się za nadrabianie zaległości i tak oto w moje ręce dostały się te oto książki.
Moją podróż w świat pana Evansa zaczęłam od "Bliżej słońca".
Życie czasami zaskakuje i choćby wydawało nam się, że wszystko mamy pod kontrolą może się okazać, że solidnie się mylimy. Pozwolę sobie przytoczyć w tym miejscu cytat pochodzący z tej książki.
"Wszyscy nosimy w głowie obraz tego, jak powinno wyglądać nasze życie, namalowany pędzlem naszych pragnień i celów. Tymczasem w ostatecznym rozrachunku okazuje się, że ono nigdy nie wygląda tak, jak sobie wyobrażaliśmy. W tym tkwi najgłębsza tajemnica człowieczeństwa. Choć wolimy w to nie wierzyć, życie w znacznej części jest tylko reakcją na okoliczności."
Historia zawarta w tej książce jest prawdziwa, a opowiedział ją autorowi jej główny bohater - Paul Cook, kiedy to Richard Paul Evans znajdował się na misji humanitarnej w Peru. Tam także rozgrywa się akcja tejże powieści.
Miłość, nadzieja, rozczarowanie, piękno otaczającej przyrody, a zarazem także jej niebezpieczeństwa, gdyż mieszkańcy naturalnego ekosystemu w dżungli zapewne nie lubią intruzów. Gdy Christine tuż przed swoim ślubem dowiaduje się od ukochanego, że ten nie jest jeszcze na to gotowy, jej świat rozsypuje się. Jessica próbując odciągnąć swoją przyjaciółkę od czarnych myśli proponuje jej wyjazd na misje humanitarną do Peru. Pedantyczna, panicznie bojąca się pająków Christine z początku nie jest zachwycona tym pomysłem, jednak widząc biedę tamtejszych dzieci zgadza się.
Książka ta pokazuje jak odrzucenie przez bliską nam osobę, potrafi zostawić piętno na całe życie. Jak rodzą się obawy przed samotnością, kolejnym odrzuceniem. I jak w miejscu, gdzie najmniej się tego spodziewamy, możemy odnaleźć miłość.
"Miłość jest silniejsza od bólu"
Właśnie przed chwilą dobrnęłam do ostatniej kartki tej powieści. Niesamowicie zżyłam się z bohaterami tej powieści, a obrazy pojawiały się w mojej głowie niczym film. Bardzo, bardzo serdecznie polecam! Czuję niedosyt, chciałabym jeszcze i jeszcze, ale w tym miejscu historia się urywa, a jej dalsza cześć toczy się w prawdziwym życiu.
Moją podróż w świat pana Evansa zaczęłam od "Bliżej słońca".
Życie czasami zaskakuje i choćby wydawało nam się, że wszystko mamy pod kontrolą może się okazać, że solidnie się mylimy. Pozwolę sobie przytoczyć w tym miejscu cytat pochodzący z tej książki.
"Wszyscy nosimy w głowie obraz tego, jak powinno wyglądać nasze życie, namalowany pędzlem naszych pragnień i celów. Tymczasem w ostatecznym rozrachunku okazuje się, że ono nigdy nie wygląda tak, jak sobie wyobrażaliśmy. W tym tkwi najgłębsza tajemnica człowieczeństwa. Choć wolimy w to nie wierzyć, życie w znacznej części jest tylko reakcją na okoliczności."
Historia zawarta w tej książce jest prawdziwa, a opowiedział ją autorowi jej główny bohater - Paul Cook, kiedy to Richard Paul Evans znajdował się na misji humanitarnej w Peru. Tam także rozgrywa się akcja tejże powieści.
Miłość, nadzieja, rozczarowanie, piękno otaczającej przyrody, a zarazem także jej niebezpieczeństwa, gdyż mieszkańcy naturalnego ekosystemu w dżungli zapewne nie lubią intruzów. Gdy Christine tuż przed swoim ślubem dowiaduje się od ukochanego, że ten nie jest jeszcze na to gotowy, jej świat rozsypuje się. Jessica próbując odciągnąć swoją przyjaciółkę od czarnych myśli proponuje jej wyjazd na misje humanitarną do Peru. Pedantyczna, panicznie bojąca się pająków Christine z początku nie jest zachwycona tym pomysłem, jednak widząc biedę tamtejszych dzieci zgadza się.
Książka ta pokazuje jak odrzucenie przez bliską nam osobę, potrafi zostawić piętno na całe życie. Jak rodzą się obawy przed samotnością, kolejnym odrzuceniem. I jak w miejscu, gdzie najmniej się tego spodziewamy, możemy odnaleźć miłość.
"Miłość jest silniejsza od bólu"
Właśnie przed chwilą dobrnęłam do ostatniej kartki tej powieści. Niesamowicie zżyłam się z bohaterami tej powieści, a obrazy pojawiały się w mojej głowie niczym film. Bardzo, bardzo serdecznie polecam! Czuję niedosyt, chciałabym jeszcze i jeszcze, ale w tym miejscu historia się urywa, a jej dalsza cześć toczy się w prawdziwym życiu.
niedziela, 10 lutego 2013
#36 Przy gorącej czekoladzie...
Powieść "Szukając Noel" to jedna z dziesięciu powieści Richarda Paula Evans, którą pokochali czytelnicy na świecie.
Gdy Mark traci już nadzieję na lepsze jutro, do jego życia niespodziewanie wkracza Macy wraz z kubkiem gorącej czekolady. Oboje już niedługo zmierzą się z przeszłością, którą jak to powiedziała Nora Roberts
Jest to opowieść o nadziei, która nigdy nie gaśnie. O tym, że przypadkowo spotkana osoba może raz na zawsze odmienić nasze życie. O przeszłości od której nie da się uciec oraz o rodzinie, która jednak nie zawsze i nie każdemu kojarzy się z bezpieczeństwem i miłością. O ludziach działających w imieniu prawa i dobrych chęci zmieniających całkowicie życie innych ludzi.
Można przy niej uronić niejedną łzę, a nawet wylać ich całe morze. Życie czasami daje w kość, jednak dzięki miłości można podnieść się i iść dalej, zacząć od nowa jak bohaterowie tejże powieści.
Gdy Mark traci już nadzieję na lepsze jutro, do jego życia niespodziewanie wkracza Macy wraz z kubkiem gorącej czekolady. Oboje już niedługo zmierzą się z przeszłością, którą jak to powiedziała Nora Roberts
"Nosisz przeszłość w sobie, ciągniesz ją za sobą na grubym, niezniszczalnym łańcuchu bez względu na to, jak daleko w przyszłość patrzysz. Przez długi czas możesz ją ignorować, ale nie możesz od niej uciec. "Jednak ich przyjaźń z czasem przeobrażająca się w miłość pozwoli im przetrwać te chwile, a nawet dzięki nim staną się sobie bliżsi.
Jest to opowieść o nadziei, która nigdy nie gaśnie. O tym, że przypadkowo spotkana osoba może raz na zawsze odmienić nasze życie. O przeszłości od której nie da się uciec oraz o rodzinie, która jednak nie zawsze i nie każdemu kojarzy się z bezpieczeństwem i miłością. O ludziach działających w imieniu prawa i dobrych chęci zmieniających całkowicie życie innych ludzi.
Można przy niej uronić niejedną łzę, a nawet wylać ich całe morze. Życie czasami daje w kość, jednak dzięki miłości można podnieść się i iść dalej, zacząć od nowa jak bohaterowie tejże powieści.
"Zastanawiam się często, jak to się dzieje, że podczas gdy ciężkie doświadczenia jednych ludzi hartują, innych pozostawiają złamanych i zgorzkniałych. Znalazłem, kiedyś w jakiejś książce celne porównanie: ten sam podmuch jeden płomień gasi, a drugi wzmacnia. Nadal nie wiem, jakim ja jestem płomieniem." - z dziennika Marka Smarta
Subskrybuj:
Posty (Atom)





















