Zapadłe w sercu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie ludzkie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie ludzkie. Pokaż wszystkie posty

środa, 6 stycznia 2016

#81 Miej trochę wiary...

Czy jest możliwe, aby przestępca został pastorem? I jak to jest, że wielki rabin, człowiek niezwykle poważany prosi jednego z wiernych, który coraz bardziej się oddala, aby ten napisał jego mowę pogrzebową? Książka, którą napisał Mitch Albom pt. "Miej trochę wiary Prawdziwa historia" zawiera zapisy rozmów autora z dwoma osobami oraz jego własne wspomnienia z dzieciństwa. Poruszane są także problemy wiary, jednak autor nie odnosi się tylko do jednego wyznania. Omawiane jest także życie, natura ludzka, wojny, miłość, dzieciństwo, starość. Problemy, które tak często nas nurtują. Opowiedziane w piękny sposób minione wydarzenia są skarbnicą niezwykłych cytatów.

"Nic tak człowieka nie prześladuje jak słowa, których nie wypowiedział."

"Tabletki nie usuną fundamentalnego problemu ludzkiej konstrukcji. Pragnie się tego, czego mieć nie można. Szuka się własnej wartości w lustrze. Robi się tysiąc rzeczy, a jednak nie odczuwa się zadowolenia, bierze się więc na siebie jeszcze więcej."





 "- (...) Kiedy noworodek przychodzi na świat, ma zaciśnięte piąstki, prawda? O tak?
 Zwinął dłoń w pięść.
 - Dlaczego? Bo niemowlę nie ma o niczym pojęcia i chce wszystko chwytać, mówiąc: "Cały świat  należy do mnie". A stary człowiek, gdy umiera, ma otwarte dłonie. Czemu? Bo on już wie.
 - Co wie? - spytałem.
 - Że niczego nie możemy ze sobą zabrać."

Podczas jej lektury uroniłam niejedną łzę, a także wiele razy naszły mnie różnego rodzaju refleksje. Serdecznie polecam tę książkę, zwłaszcza, że jest ona oparta o prawdziwe wydarzenia.


czwartek, 7 sierpnia 2014

#73 Miłość jak ze snu

Na tą książkę natknęłam się przypadkiem, mój wzrok przyciągnęła okładka, której jednak kiedy przyjrzymy się z bliska okazuje się trochę tandetna. Wg mnie trochę niedorobiona, gdyż para na tym tle wypada...no dość sztucznie. W każdym bądź razie w końcu najważniejsza jest treść.




Nie jest to książka z jakimś głębokim przesłaniem. Z początku nazywałam ją nawet dość płytką, jednak po głębszym zastanowieniu stwierdzam, że jednak coś się da z niej wykrzesać, bo nie jest to do końca tylko historia o miłości. Choć w większości tak.

Bohaterką książki "Zimowy ślub" Sharon Owens jest Emily pracująca w redakcji "Stylowego życia", która jakiś czas temu wraz ze swoimi wspomnieniami uciekła z Belfastu do Londynu by zacząć od nowa. Przeszkadza jej w tym jednak szafa pełna wspomnień, pamiątek. Na ich wyrzucenie jednak Emily nie znajduje wystarczającą siły. Pewnego dnia postanawia oddać nietrafione prezenty od swojej przyjaciółki Arabelli do sklepu dobroczynnego. Tam poznaje przystojnego Dylana...

Tak by można było w skrócie przedstawić wstęp do tej oto książki. I muszę zwrócić jej honor, gdyż nie jest do końca taka płytka jakby się mogło wydawać. Motyw szafy, uwięzienia we wspomnieniach, trudnego dzieciństwa przeplata gdzieś tą romantyczną historię sprawiając, że osiąga ona pewną głębię. Tylko żeby ktoś tu nie pomyślał, że czytam tylko jakąś nie wiadomo jak ambitną literaturę, o co to to nie, ja po prostu lubię książki z przesłaniem:)

Koniec końców popłakałam się przy ostatnich stronach. Mogło to być jednak spowodowane wydarzeniami w moim życiu z ostatniego czasu, więc jeśli Wam nie zdarzy się uronić łzy i będziecie się zastanawiać o czym ona pisała, to nie, spokojnie, jesteście normalni.

Ogólnie wydaje mi się, że warto tą książkę przeczytać jako taką odskocznię od szarej rzeczywistości.




niedziela, 2 października 2011

#1 Myśli, myśli i schematy...

Ludzie cenią oryginalność, a sami  narzucają schematy. Gdy nie mieścimy się w ich ramach, zostajemy cżesto obrażani, znieważani. Za co? Za to, że trzymamy się swoich wartości, a nie tak jak wszyscy gonimy za czymś co krótkotrwałe, ulotne. Dzisiejszy świat uległ przewrtościowaniu. Coś co kiedyś uznawane było za coś szlachetnego, ważnego, dzisiaj jest często zmieszane z błotem. Nasze ciało stało się towarem, nakładamy na siebie wiele mask. Jakże prawdziwy jest cytat z wiersza Małgorzaty Hillar:
"Dopiero późną nocą, przy szczelnie zasłoniętych oknach gryziemy z bólu ręce, umieramy z miłości."
Boimy się być do końca sobą, boimy się braku akceptacji, samotności. Ja także się tego boję, jednak pragnę i chcę z tym walczyć, iść na przekór wszystkim, łamać kompletnie nieodpowiadające mi schematy. Od wczoraj moją domeną są słowa, które otrzymałam w e-mailu od pewnej osoby na której mogę polegać, która mi bardzo pomaga.

"Płyń pod prąd, tylko martwe ryby płyną z prądem."


Bądźcie sobą, nie wstydźcie się siebie! Odwagi :)

Poszerzam horyzonty...