Tym razem w książce Richarda Paula Evansa "Stokrotki w śniegu" poznajemy niezwykle bogatego, pewnego siebie Jamesa Kiera. Jest on bezwzględny, nieobliczalny, żądny zysku. Nie liczy się z uczuciami innych, pozostaje w separacji z żoną mając na boku inną kobietę, jego własny syn nie chce z nim rozmawiać. Bezwzględnie przejmuje ludzkie posiadłości, ziemie, stawiając w tych miejscach nowe nieruchomości, na których zbija miliony. I może to by tak trwało, gdyby pewnego dnia James nie trafił na swój nekrolog w gazecie...
Jest to niesamowita opowieść o tym jak zemsta potrafi zmienić człowieka. I o tym, że pieniądze to nie wszystko. Często może się zdarzyć, że wierzymy, że ten kto "trzyma" się naszych pieniędzy jest prawdziwym przyjacielem, a właśnie tej prawdziwej relacji z inną osobą zdajemy się nie zauważać.
W każdej sytuacji sukcesem jest pozostać człowiekiem, człowiekiem dobrym z wielkim sercem otwartym na innych, przede wszystkim naszych najbliższych.
Książka niesamowicie mnie urzekła, jest wspaniałą historią człowieka, który krok po kroku wraca w miejsce, z którego wypchnęła go chęć zemsty, pokazania, że da radę. Człowieka, który przekroczył granicę zza której czasami ciężko jest wrócić, bo niektórych rzeczy nie da się zmienić.
Oto dwa cytaty, które mnie urzekły, wybór nie był łatwy, bo wiele słów zapada w serce!
"Wszyscy, a na pewno niektórzy z nas, mamy poważną wadę. To co jest dla nas najważniejsze, potrzebne do życia, bierzemy za oczywiste, za dane. Powietrze. Wodę. Miłość. Jeśli jest obok was ktoś, kogo kochacie, jesteście szczęściarzami. A jeśli ta osoba i was darzy miłością – możecie mówić o prawdziwym błogosławieństwie. Jeśli zaś marnujecie czas dany wam na tę miłość, jesteście głupcami!"
"Co jest istotą świąt Bożego Narodzenia? To proste pytanie: łaska Boża. Oraz zrozumienie tego, że nie możemy na nią zapracować, tak samo jak nie możemy zasłużyć na to, by w naszym życiu pojawiła się miłość. Ze swojej natury łaska jest darem, czymś, co otrzymujemy bezwarunkowo, nieobwarowane żadnymi nakazami, nie w zamian za coś. Najlepsze, co możemy zrobić, to otworzyć na nią nasze serca, by przyjąć ją w pełni, z całych sił, z całą mocą i przekonaniem, że dzięki niej możemy stać się lepszymi ludźmi. To moim zdaniem prawdziwy cud Bożego Narodzenia."
Pozdrawiam Was, a za niedługo kolejne posty!
Zapadłe w sercu
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo Znak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo Znak. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 10 marca 2014
piątek, 7 marca 2014
#70 Życie wywrócone do góry nogami
Po czasie oczekiwania w moje ręce wpadła kolejna powieść Richarda Paula Evansa z urzekającą okładką
i niemniej urzekającym wnętrzem. Poznajemy bohatera o imieniu Joseph.. Ma on 11 braci, ale wspólną matkę tylko z jednym z nich. Można dosyć mocno wyczuć rywalizację oraz zazdrość między braćmi, min. z powodu faworyzowania przez ojca obecnej partnerki - matki Josepha i jego brata. Wszyscy pracują w rodzinnej agencji reklamowej. Raz w jeden z dni pełnych pracy firma prawie straciła by klienta gdyby nie....sen Josepha! Przyśniły mu się podskakujące walizki i tym sposobem powstało nowe hasło reklamowe. Takich snów było więcej, a jeden z nich, nieopacznie opowiedziany przez ojca przy wspólnej kolacji rozpoczął serię zdarzeń...Przy najbliższej, nadarzającej się okazji, bracia pozbywają się brata z firmy, ten traci także narzeczoną, nie może kontaktować się z ojcem...Rozpoczyna nowe życie wbrew swojej woli w nowym miejscu. Jednak nie wszystko co z pozoru wygląda tragicznie musi i tak się skończyć...
Nie pamiętam książki R. P. Evansa na której bym się zawiodła i tak jest również i w tym przypadku.
Serdecznie polecam tę pozycję jak i inne tego autora:)
i niemniej urzekającym wnętrzem. Poznajemy bohatera o imieniu Joseph.. Ma on 11 braci, ale wspólną matkę tylko z jednym z nich. Można dosyć mocno wyczuć rywalizację oraz zazdrość między braćmi, min. z powodu faworyzowania przez ojca obecnej partnerki - matki Josepha i jego brata. Wszyscy pracują w rodzinnej agencji reklamowej. Raz w jeden z dni pełnych pracy firma prawie straciła by klienta gdyby nie....sen Josepha! Przyśniły mu się podskakujące walizki i tym sposobem powstało nowe hasło reklamowe. Takich snów było więcej, a jeden z nich, nieopacznie opowiedziany przez ojca przy wspólnej kolacji rozpoczął serię zdarzeń...Przy najbliższej, nadarzającej się okazji, bracia pozbywają się brata z firmy, ten traci także narzeczoną, nie może kontaktować się z ojcem...Rozpoczyna nowe życie wbrew swojej woli w nowym miejscu. Jednak nie wszystko co z pozoru wygląda tragicznie musi i tak się skończyć...
Nie pamiętam książki R. P. Evansa na której bym się zawiodła i tak jest również i w tym przypadku.
Serdecznie polecam tę pozycję jak i inne tego autora:)
niedziela, 22 września 2013
#57 Podróż życia - część druga
O ile się nie mylę z serii "Dzienniki pisane w drodze" Richard Paul Evans napisał do tej pory cztery części, jednak tylko dwie do tej pory zostały wydane w Polsce - nad czym ubolewam. Druga część zaczyna się od miejsca w którym zostawiliśmy bohatera w części pierwszej.
"Na rozstaju dróg" rozpoczyna się sceną w szpitalu do którego trafił Alan po napadzie. Tam też ponownie spotyka się z pewną kobietą - Angel, której spotkanie jego żona zapowiedziała mu we śnie. Kobieta postanawia zaopiekować się rannym mężczyzną. Wydaje się, że to Angel pomaga Alanowi, jednak czy na pewno?
„Najlepszym sposobem na uleczenie własnego bólu jest uleczenie bólu kogoś innego.”
Po dość długim czasie rekonwalescencji, Alan wyrusza w dalsza podróż. Na swojej drodze spotyka Kailamai i ratuje ją przed grupą mężczyzn. Dziewczyna przez jakiś czas towarzyszy naszemu bohaterowi w drodze, po czym Alan łączy jej losy z Angel...
"Na rozstaju dróg" rozpoczyna się sceną w szpitalu do którego trafił Alan po napadzie. Tam też ponownie spotyka się z pewną kobietą - Angel, której spotkanie jego żona zapowiedziała mu we śnie. Kobieta postanawia zaopiekować się rannym mężczyzną. Wydaje się, że to Angel pomaga Alanowi, jednak czy na pewno?
„Najlepszym sposobem na uleczenie własnego bólu jest uleczenie bólu kogoś innego.”
Po dość długim czasie rekonwalescencji, Alan wyrusza w dalsza podróż. Na swojej drodze spotyka Kailamai i ratuje ją przed grupą mężczyzn. Dziewczyna przez jakiś czas towarzyszy naszemu bohaterowi w drodze, po czym Alan łączy jej losy z Angel...
Cóż mogę powiedzieć, kolejna powieść Richarda Paula Evansa, która mnie zachwyciła. Z niecierpliwością czekam na kolejne części, gdyż mój angielski nie jest zbyt dobry, żebym mogła czytać w oryginale. Jak poprzednia część i ta kończy się w kluczowym momencie, którego dalszy ciąg zapewne zawiera się w części trzeciej...
***
Obecnie choruje i jestem w tyle z postami, gdyż wiele książek czeka na recenzję. Mam nadzieję jakoś to ogarnąć. Pamiętam cały czas jeszcze o fotorelacji ze Szkocji oraz z XX FM i spotkaniami z ciekawymi ludźmi w tym z Szymonem Hołownią :).
czwartek, 12 września 2013
#56 Podróż życia - część I
Z serii "Dzienniki pisane w drodze"
Mogłoby się zdawać, że Alan Christoffersen ma wszystko. Jako właściciel agencji reklamowej zarabia przecież niezłą gotówkę, ma piękną, kochającą żonę, duży dom, kilka aut. Często podróżuje, jego żona ma nawet swojego konia. Jednak, gdy podczas spotkania z bardzo wpływowym klientem Alan dowiaduje się o wypadku swojej żony, wszystko się zmienia. Gdy opiekuje się swoją żoną w szpitalu, jego wspólnik po kryjomu kradnie ich klientów i zakłada własną firmę. Po niedługim czasie McKale umiera, a Alan traci także dom, samochody, wszystko co do tej pory osiągnął. Wtedy to postanawia ruszyć przed siebie, iść jak najdalej. Jako cel tej wędrówki wybiera sobie najbardziej oddalony od Seattle punkt na mapie USA a mianowicie Key West na Florydzie. Po wydaniu ostatnich instrukcji swojej pracownicy, a zarazem przyjaciółce Falene wyrusza w podróż życia.
"Możemy użalać się nad sobą i opłakiwać to, co straciliśmy, albo możemy wykorzystać porażki i stratę jako bodziec do rozwoju. Ostatecznie wybór zawsze należy do nas."
"(...) niektórzy ludzie przestali poszukiwać piękna, a potem dziwią się, że ich życie jest takie brzydkie. Nie stań się jedną z takich osób. Zdolność do podziwiania piękna pochodzi od Boga. Zwłaszcza piękna w drugim człowieku. Poszukaj piękna w każdym kogo spotkasz, a na pewno je znajdziesz. Każdy nosi w sobie odprysk boskości. I każdy kogo spotkamy ma nam coś do przekazania."
Mogłoby się zdawać, że Alan Christoffersen ma wszystko. Jako właściciel agencji reklamowej zarabia przecież niezłą gotówkę, ma piękną, kochającą żonę, duży dom, kilka aut. Często podróżuje, jego żona ma nawet swojego konia. Jednak, gdy podczas spotkania z bardzo wpływowym klientem Alan dowiaduje się o wypadku swojej żony, wszystko się zmienia. Gdy opiekuje się swoją żoną w szpitalu, jego wspólnik po kryjomu kradnie ich klientów i zakłada własną firmę. Po niedługim czasie McKale umiera, a Alan traci także dom, samochody, wszystko co do tej pory osiągnął. Wtedy to postanawia ruszyć przed siebie, iść jak najdalej. Jako cel tej wędrówki wybiera sobie najbardziej oddalony od Seattle punkt na mapie USA a mianowicie Key West na Florydzie. Po wydaniu ostatnich instrukcji swojej pracownicy, a zarazem przyjaciółce Falene wyrusza w podróż życia.
Książka bardzo mnie wciągnęła, zresztą jak wszystkie książki tego autora. Sięgnęłam po nią od razu po książce, którą opisałam w poprzednim poście ("Niezwykła wędrówka Harolda Fry") i zaskoczyło mnie to, że w obydwu znajduje się motyw dalekiej wędrówki. Zastanawiałam się nawet czy nie jest to jakaś aluzja skierowana w moją stronę hi hi ;) Tak książka podoba mi się jednak bardziej od poprzedniej może ze względu na brak wulgaryzmów ;) Przyjemnie mi się ją czytało, na pewno mnie nie nudziła oraz jak pozostałe książki R. P. Evansa skłaniała do refleksji pięknymi cytatami.
"(...) niektórzy ludzie przestali poszukiwać piękna, a potem dziwią się, że ich życie jest takie brzydkie. Nie stań się jedną z takich osób. Zdolność do podziwiania piękna pochodzi od Boga. Zwłaszcza piękna w drugim człowieku. Poszukaj piękna w każdym kogo spotkasz, a na pewno je znajdziesz. Każdy nosi w sobie odprysk boskości. I każdy kogo spotkamy ma nam coś do przekazania."
Serdecznie polecam, a już niedługo ukaże się recenzja drugiej części dzienników pisanych w drodze :)
wtorek, 3 września 2013
#55 Wędrówką, życie jest człowieka...
Z dnia na dzień udaje mi się przeczytać coraz więcej książek z czego się bardzo cieszę. Jedną z nich była książka Rachel Joyce pt. "Niezwykła wędrówka Harolda Fry".
Jak informuje nas tył książki "Rachel Joyce pisała tę powieść w ogrodzie przed świtem, gdy cała rodzina jeszcze spała. Robiła to dla ojca, który umierał na raka. Ta książka zmieniła jej życie."
Książka ta opowiada historię Harolda Fry, emeryta, która po otrzymaniu listu od jego umierającej przyjaciółki Queenie, wyrusza w podróż. Ufa, że dopóki będzie szedł, jego przyjaciółka będzie żyła. Na swojej drodze odwiedza wiele miejsc, które w monotonii życia nie przyciągały jego uwagi, a także spotyka wiele osób. Książka ta pokazuje, że nigdy nie jest za późno na dokonanie zmiany w swoim życiu, nigdy nie jest za późno, aby dawna miłość odżyła, aby uwierzyć w to, co z pozoru niemożliwe.
Tematyka książki bardzo mi się spodobała, jednak mam co do niej pewne zastrzeżenia. Uważam za zbędne użyte mocne wulgaryzmy w tej książce czy też wulgarne nazwy i opisy. Nie pasowały mi do całości książki, ani też nic jej nie dodawały.
Książka ta pokazuje także jak wiele błędów w swoim życiu popełniamy, które z pozoru mogą nic nie znaczyć, jednak potrafią mieć spore konsekwencje. Jednak wszystko z czasem można naprawić lub uleczyć miłością.
Jak informuje nas tył książki "Rachel Joyce pisała tę powieść w ogrodzie przed świtem, gdy cała rodzina jeszcze spała. Robiła to dla ojca, który umierał na raka. Ta książka zmieniła jej życie."
Książka ta opowiada historię Harolda Fry, emeryta, która po otrzymaniu listu od jego umierającej przyjaciółki Queenie, wyrusza w podróż. Ufa, że dopóki będzie szedł, jego przyjaciółka będzie żyła. Na swojej drodze odwiedza wiele miejsc, które w monotonii życia nie przyciągały jego uwagi, a także spotyka wiele osób. Książka ta pokazuje, że nigdy nie jest za późno na dokonanie zmiany w swoim życiu, nigdy nie jest za późno, aby dawna miłość odżyła, aby uwierzyć w to, co z pozoru niemożliwe.
Tematyka książki bardzo mi się spodobała, jednak mam co do niej pewne zastrzeżenia. Uważam za zbędne użyte mocne wulgaryzmy w tej książce czy też wulgarne nazwy i opisy. Nie pasowały mi do całości książki, ani też nic jej nie dodawały.
Książka ta pokazuje także jak wiele błędów w swoim życiu popełniamy, które z pozoru mogą nic nie znaczyć, jednak potrafią mieć spore konsekwencje. Jednak wszystko z czasem można naprawić lub uleczyć miłością.
niedziela, 18 sierpnia 2013
#51 Obietnice, których moc zdolna jest pokonać czas...
"Obiecaj mi..." to kolejna z powieści Richarda Paula Evansa od której ciężko się oderwać. Pierwsze co to niesamowicie urzekła mnie okładka. Nie tylko przód, ale także piękne wzory na bokach i ta kolorystyka... Niedawno zakupiłam wydanie kieszonkowe tej powieści w Biedronce po 7,99 zł. jednak to wydanie już nie ma takiej zachwycającej okładki, ale ważne, że treść ta sama.
W historii tej poznajemy rodzinę Beth, która razem z mężem Markiem wychowuje małą Charlotte. Beth, a właściwie Bethany, pracuje w pralni chemicznej wraz ze swoją najlepszą przyjaciółką, starszą od niej o 10 lat Rox. Już na początku powieści dowiadujemy się, że z pozoru idealne małżeństwo Beth, ma swoje czarne strony. Bohaterka dowiaduje się o zdradzie męża i jej świat, a także idealny obraz małżeństwa rozpada się. Do tego jeszcze Charlotte coraz gorzej się czuje, a żaden z lekarzy nie potrafi postawić właściwej diagnozy. Dla dobra małej Beth zgadza się, aby Marc wrócił do domu. W niedługim czasie po tym dowiadujemy się, że u Marca wykryto raka trzustki i zostało mu maksymalnie pół roku życia. Beth stara się w ostatnich dniach życia męża, zapewnić mu normalny dom. Po jego śmierci nieoczekiwanie w świąteczny poranek w sklepie 7-eleven spotyka tajemniczego Matthew i tak dopiero zaczyna się cała historia...
Jak to na początku stwierdziła sama bohaterka - nie uwierzyłaby w tę historię, gdyby sama jej nie przeżyła.
Jest to niesamowita opowieść o sile miłości oraz złamanym zaufaniu. Piękne myśli, które tworzą wstęp do każdego rozdziału, często wywoływały we mnie różne refleksje.
"Nienawiść, pretensje i złość to pasożyty, które żywią się sercem do czasu, aż nie pozostanie nic, czym mogłaby się pożywić miłość."
"Nienawiść, pretensje i złość to pasożyty, które żywią się sercem do czasu, aż nie pozostanie nic, czym mogłaby się pożywić miłość."
Ta powieść pokazuje, jak mimo różnych zranień, złych doświadczeń, można znowu zaufać, mieć nadzieję. Jak miłość potrafi zmienić drugiego człowieka i jak wiele dla tej miłości jesteśmy w stanie poświęcić.
„Złamane przyrzeczenia są jak rozbite lustra. Ranią tych, którzy się ich kurczowo trzymają i wpatrują w popękane odbicia samych siebie.”
środa, 7 sierpnia 2013
#49 O pewnym zegarku z różowego złota...
A więc jak już wspominałam przy poprzedniej recenzji Pani z biblioteki oprócz "Zgody na szczęście" zaopatrzyła mnie także w powieść Richarda Paula Evansa "Zegarek z różowego złota". Warto przeczytać przed nią książkę tego samego autora "Najcenniejszy dar", z którą to miałam okazję zapoznać się jeszcze w roku akademickim (dziwię się, że nie ma tu jej recenzji, nadrobię to!), gdyż w "Zegarku z różowego złota" znajduje się do niej nawiązanie.
Do całej historii zawartej w tej powieści wprowadza nas bohater "Najcenniejszego daru" - Richard. Wspomina jak to MaryAnne u której mieszkali razem z żoną i córeczką Jenną ("Najcenniejszy dar") powierzyła mu właśnie zegarek z różowego złota, aby ofiarował go swojej córce w przeddzień jej ślubu. Po kilkunastu latach, obecnie 22-letnia Jenna przygotowuje się do ślubu. I tu zaczyna się historia Davida i MaryAnne Parkinów. Przenosimy się do 1908 roku w którym to wszystko się zaczyna. MaryAnne zostaje zatrudniona jako sekretarka miejscowego milionera Davida. I tak to rozpoczynają się wspólne ich losy. W trakcie czytania powieści poznajemy stopniowo także innych bohaterów takich jak Gibbs, pani Maud, Catherine, Cal Barker, Lawrence i innych. Przy tej ostatniej postaci zatrzymam się na dłużej. Jest to czarnoskóry mężczyzna, który walczył w dwóch wojnach. Utykał na jedną nogę co spowodowane było przez tkwiącą w jego lewym udzie hiszpańską kulę - pamiątkę z wojny hiszpański-amerykańskiej. Po odejściu z wojska kontynuował naprawę zegarów, którą zaczął parać się będąc jeszcze w wojsku. Lawrence to przyjaciel Davida, niezbyt szanowany przez społeczeństwo - spowodowane jest to jego kolorem skóry. Pokazana jest wielka niesprawiedliwość wobec - odmiennej od białej - rasy. Nikt nie dostrzegał charakteru Lawrence'a, a miał on wielkie serce.
Jest to jedna z najsmutniejszych opowieści Evansa, które do tej pory miałam okazję przeczytać. Niezwykły ból, rozpacz, a w tym wszystkim miłość i przebaczenie. Zegarek z różowego złota i aniołek z włoskiego marmuru.
Tak jak i poprzednie pozycje pana Evansa i tę mogę polecić z czystym sumieniem.
"W dzieciństwie jedyną pewną rzeczą jest tylko to, że się ono skończy."
Do całej historii zawartej w tej powieści wprowadza nas bohater "Najcenniejszego daru" - Richard. Wspomina jak to MaryAnne u której mieszkali razem z żoną i córeczką Jenną ("Najcenniejszy dar") powierzyła mu właśnie zegarek z różowego złota, aby ofiarował go swojej córce w przeddzień jej ślubu. Po kilkunastu latach, obecnie 22-letnia Jenna przygotowuje się do ślubu. I tu zaczyna się historia Davida i MaryAnne Parkinów. Przenosimy się do 1908 roku w którym to wszystko się zaczyna. MaryAnne zostaje zatrudniona jako sekretarka miejscowego milionera Davida. I tak to rozpoczynają się wspólne ich losy. W trakcie czytania powieści poznajemy stopniowo także innych bohaterów takich jak Gibbs, pani Maud, Catherine, Cal Barker, Lawrence i innych. Przy tej ostatniej postaci zatrzymam się na dłużej. Jest to czarnoskóry mężczyzna, który walczył w dwóch wojnach. Utykał na jedną nogę co spowodowane było przez tkwiącą w jego lewym udzie hiszpańską kulę - pamiątkę z wojny hiszpański-amerykańskiej. Po odejściu z wojska kontynuował naprawę zegarów, którą zaczął parać się będąc jeszcze w wojsku. Lawrence to przyjaciel Davida, niezbyt szanowany przez społeczeństwo - spowodowane jest to jego kolorem skóry. Pokazana jest wielka niesprawiedliwość wobec - odmiennej od białej - rasy. Nikt nie dostrzegał charakteru Lawrence'a, a miał on wielkie serce.
Jest to jedna z najsmutniejszych opowieści Evansa, które do tej pory miałam okazję przeczytać. Niezwykły ból, rozpacz, a w tym wszystkim miłość i przebaczenie. Zegarek z różowego złota i aniołek z włoskiego marmuru.
Tak jak i poprzednie pozycje pana Evansa i tę mogę polecić z czystym sumieniem.
"W dzieciństwie jedyną pewną rzeczą jest tylko to, że się ono skończy."
piątek, 2 sierpnia 2013
#48 Zgoda na szczęście, na szczęście
Niedługo wrócę do fotorelacji z Edynburga, a tymczasem kolejna recenzja!
Razem z koleżanką wybrałam się do biblioteki, tym razem w celu bardziej towarzyszenia. Jednak Pani bibliotekarka powiedziała mi, że odłożyła dla mnie książkę jednego z moich ulubionych autorów. Korzystając z okazji zapytałam od razu czy jest już może kolejna część powieści Anny
Ficner - Ogonowskiej, bo widziałam, że w katalogu widnieje już wpis, jednak bez dostępnych egzemplarzy. Okazało się, że jest i i tym sposobem z uśmiechem od ucha do ucha wyszłam zaopatrzona w kolejne dwie pozycje do czytania.
Zgoda na szczęście to trzeci tom po "Alibi na szczęście" i "Krok do szczęścia" powieści debiutującej pisarki Anny Ficner-Ogonowskiej. Gdy pierwsza wpadła w moje ręce, nie mogłam się od niej oderwać. Zdziwiłam się, że aż tak spodobała mi się książka polskiego autorstwa, ponieważ przyzwyczaiłam się już do tego, że moi ulubieni pisarze zazwyczaj są obcego pochodzenia. Zachęciło mnie to do większego zainteresowania naszą literaturą rodzimą. Szata graficzna dwóch pierwszych powieści - chodzi mi tutaj o okładkę - urzekła mnie. Obydwie bowiem przedstawiają wizerunki kobiet z kubkiem (dopowiadam sobie - herbaty) w dłoniach. Kolorystyka przyjemna dla oka, aż wyczuwa się taki spokój i ciepło. Ta okładka podoba mi się najmniej, jednak jak wiadomo najważniejsza jest zawartość.
Po zawiłych przejściach tomu pierwszego i jeszcze bardziej zaskakujących (aż wręcz momentami balansujących na niebezpiecznej krawędzi przesadzenia) problemów czy też sytuacji tomu drugiego, tu nareszcie wszystko zaczyna się powoli, jednak stopniowo układać. Nie oznacza to, że nie doświadczymy tu śladów łez czy boleści, a przez wszystkie kartki towarzyszyć nam będzie prawie, że anielska sielanka - o co to, to nie.
Hania powoli układa sobie życie u boku Mikołaja, oswaja fakt, że ma brata, jednocześnie zastanawiając się jak powiadomić o tym fakcie Dominikę. Jej siostra natomiast - świeżo upieczona mama - traci zupełnie głowę dla swojego małego Tomaszka. W życiu bohaterów przeplatają się smutki i radości. Nie brakuje cioci Anny, niezastąpionej, kochanej Pani Irenki, dwóch sióstr tak rożnych od siebie - Zuzi i Uli i innych znanych nam bohaterów.
Sposób pisania autorki jak już w poprzednich częściach powieści przypadł mi do gustu, jednak momentami zdarzało mi się pomijać opisy czy to literackiego świata czy też uczuć - może dlatego, że byłam bardzo ciekawa co będzie na końcu. Niektóre zwroty wywoływały uśmiech na mojej twarzy i tu pozwolę sobie przytoczyć kilka z nich:
"Takiego podsumowania Dominiki nie mogli zlekceważyć i grzecznie czekali na ostatni przystanek mlecznej drogi Tomaszka."
"-Ani mi się waż! - usłyszała. - Masz nie beczeć! Nie po to malowałam cię przez pół godziny, żebyś teraz w minutę zrobiła z siebie pandę!"
"- Tylko nie ostro! - postawiła warunek, bo nigdy nie przepadała za makijażowymi pomysłami siostry.
- Obiecuję, że będę używała kosmetyków, a nie musztardy, więc możesz być spokojna. Pieczenie Ci nie grozi."
Chociaż tak jak wspomniałam niektóre opisy zdarzało mi się pomijać, to jednak trafiały się takie nad którymi zatrzymywałam się na chwilkę:
"W latem pelargoniowych donicach kwitły teraz żółte bratki uśmiechające się do kołującego coraz niżej nad domem pani Irenki wiosennego słońca, oczkami swych brązowoatłasowych środków."
Koniec książki...jaki jest przekonacie się sami. Mogę tylko powiedzieć, że obawiałam się, że powstanie części tej powieści jeszcze więcej, przez co mi się przeje, będą robione one na siłę. Jednak historię zakończono w idealnym dla mnie momencie. Choć pod koniec już nawet opisów nie omijałam, bo chciałam chłonąć z tego świata jak najwięcej.
Dla niepocieszonych mam informację (zaczerpniętą także z tej książki), że już w listopadzie w księgarniach ukaże się specjalna wigilijna opowieść z udziałem naszych bohaterów.
Serdecznie polecam wszystkie trzy części książek Pani Anny!
(Recenzje tę zaczęłam pisać w trakcie czytania powieści, więc mogą występować pewne zaburzenia czasowe. Będę chyba praktykować ten sposób już zawsze, gdyż wtedy więcej mogę powiedzieć na temat danej książki. Aktualnie delektuję się pierogami z ich śmietankową pierzynką:)
Okruszki wymazane hihi)
swoje recenzje zamieszczam także na portalu www.merlin.pl
Razem z koleżanką wybrałam się do biblioteki, tym razem w celu bardziej towarzyszenia. Jednak Pani bibliotekarka powiedziała mi, że odłożyła dla mnie książkę jednego z moich ulubionych autorów. Korzystając z okazji zapytałam od razu czy jest już może kolejna część powieści Anny
Zgoda na szczęście to trzeci tom po "Alibi na szczęście" i "Krok do szczęścia" powieści debiutującej pisarki Anny Ficner-Ogonowskiej. Gdy pierwsza wpadła w moje ręce, nie mogłam się od niej oderwać. Zdziwiłam się, że aż tak spodobała mi się książka polskiego autorstwa, ponieważ przyzwyczaiłam się już do tego, że moi ulubieni pisarze zazwyczaj są obcego pochodzenia. Zachęciło mnie to do większego zainteresowania naszą literaturą rodzimą. Szata graficzna dwóch pierwszych powieści - chodzi mi tutaj o okładkę - urzekła mnie. Obydwie bowiem przedstawiają wizerunki kobiet z kubkiem (dopowiadam sobie - herbaty) w dłoniach. Kolorystyka przyjemna dla oka, aż wyczuwa się taki spokój i ciepło. Ta okładka podoba mi się najmniej, jednak jak wiadomo najważniejsza jest zawartość.
Po zawiłych przejściach tomu pierwszego i jeszcze bardziej zaskakujących (aż wręcz momentami balansujących na niebezpiecznej krawędzi przesadzenia) problemów czy też sytuacji tomu drugiego, tu nareszcie wszystko zaczyna się powoli, jednak stopniowo układać. Nie oznacza to, że nie doświadczymy tu śladów łez czy boleści, a przez wszystkie kartki towarzyszyć nam będzie prawie, że anielska sielanka - o co to, to nie.
Hania powoli układa sobie życie u boku Mikołaja, oswaja fakt, że ma brata, jednocześnie zastanawiając się jak powiadomić o tym fakcie Dominikę. Jej siostra natomiast - świeżo upieczona mama - traci zupełnie głowę dla swojego małego Tomaszka. W życiu bohaterów przeplatają się smutki i radości. Nie brakuje cioci Anny, niezastąpionej, kochanej Pani Irenki, dwóch sióstr tak rożnych od siebie - Zuzi i Uli i innych znanych nam bohaterów.
Sposób pisania autorki jak już w poprzednich częściach powieści przypadł mi do gustu, jednak momentami zdarzało mi się pomijać opisy czy to literackiego świata czy też uczuć - może dlatego, że byłam bardzo ciekawa co będzie na końcu. Niektóre zwroty wywoływały uśmiech na mojej twarzy i tu pozwolę sobie przytoczyć kilka z nich:
"Takiego podsumowania Dominiki nie mogli zlekceważyć i grzecznie czekali na ostatni przystanek mlecznej drogi Tomaszka."
"-Ani mi się waż! - usłyszała. - Masz nie beczeć! Nie po to malowałam cię przez pół godziny, żebyś teraz w minutę zrobiła z siebie pandę!"
"- Tylko nie ostro! - postawiła warunek, bo nigdy nie przepadała za makijażowymi pomysłami siostry.
- Obiecuję, że będę używała kosmetyków, a nie musztardy, więc możesz być spokojna. Pieczenie Ci nie grozi."
Chociaż tak jak wspomniałam niektóre opisy zdarzało mi się pomijać, to jednak trafiały się takie nad którymi zatrzymywałam się na chwilkę:
"W latem pelargoniowych donicach kwitły teraz żółte bratki uśmiechające się do kołującego coraz niżej nad domem pani Irenki wiosennego słońca, oczkami swych brązowoatłasowych środków."
Koniec książki...jaki jest przekonacie się sami. Mogę tylko powiedzieć, że obawiałam się, że powstanie części tej powieści jeszcze więcej, przez co mi się przeje, będą robione one na siłę. Jednak historię zakończono w idealnym dla mnie momencie. Choć pod koniec już nawet opisów nie omijałam, bo chciałam chłonąć z tego świata jak najwięcej.
Dla niepocieszonych mam informację (zaczerpniętą także z tej książki), że już w listopadzie w księgarniach ukaże się specjalna wigilijna opowieść z udziałem naszych bohaterów.
Serdecznie polecam wszystkie trzy części książek Pani Anny!
(Recenzje tę zaczęłam pisać w trakcie czytania powieści, więc mogą występować pewne zaburzenia czasowe. Będę chyba praktykować ten sposób już zawsze, gdyż wtedy więcej mogę powiedzieć na temat danej książki. Aktualnie delektuję się pierogami z ich śmietankową pierzynką:)
Okruszki wymazane hihi)
swoje recenzje zamieszczam także na portalu www.merlin.pl
czwartek, 25 lipca 2013
#47 Doskonała miłość usuwa lęk
Jakiś czas temu natknęłam się na książkę "Szukając Noel" o której zresztą napisałam recenzję tutaj. Jej autor - Richard Paul Evans- urzekł mnie na tyle, że od razu sprawdziłam czy są dostępne jakieś inne jego pozycje w pobliskiej bibliotece. Okazało się, że są i to prawie wszystkie! Studia jednak skutecznie uniemożliwiały mi czytanie, jednak w końcu nadszedł czas wakacji. Po powrocie z wyjazdów postanowiłam ostro wziąć się za nadrabianie zaległości i tak oto w moje ręce dostały się te oto książki.
Moją podróż w świat pana Evansa zaczęłam od "Bliżej słońca".
Życie czasami zaskakuje i choćby wydawało nam się, że wszystko mamy pod kontrolą może się okazać, że solidnie się mylimy. Pozwolę sobie przytoczyć w tym miejscu cytat pochodzący z tej książki.
"Wszyscy nosimy w głowie obraz tego, jak powinno wyglądać nasze życie, namalowany pędzlem naszych pragnień i celów. Tymczasem w ostatecznym rozrachunku okazuje się, że ono nigdy nie wygląda tak, jak sobie wyobrażaliśmy. W tym tkwi najgłębsza tajemnica człowieczeństwa. Choć wolimy w to nie wierzyć, życie w znacznej części jest tylko reakcją na okoliczności."
Historia zawarta w tej książce jest prawdziwa, a opowiedział ją autorowi jej główny bohater - Paul Cook, kiedy to Richard Paul Evans znajdował się na misji humanitarnej w Peru. Tam także rozgrywa się akcja tejże powieści.
Miłość, nadzieja, rozczarowanie, piękno otaczającej przyrody, a zarazem także jej niebezpieczeństwa, gdyż mieszkańcy naturalnego ekosystemu w dżungli zapewne nie lubią intruzów. Gdy Christine tuż przed swoim ślubem dowiaduje się od ukochanego, że ten nie jest jeszcze na to gotowy, jej świat rozsypuje się. Jessica próbując odciągnąć swoją przyjaciółkę od czarnych myśli proponuje jej wyjazd na misje humanitarną do Peru. Pedantyczna, panicznie bojąca się pająków Christine z początku nie jest zachwycona tym pomysłem, jednak widząc biedę tamtejszych dzieci zgadza się.
Książka ta pokazuje jak odrzucenie przez bliską nam osobę, potrafi zostawić piętno na całe życie. Jak rodzą się obawy przed samotnością, kolejnym odrzuceniem. I jak w miejscu, gdzie najmniej się tego spodziewamy, możemy odnaleźć miłość.
"Miłość jest silniejsza od bólu"
Właśnie przed chwilą dobrnęłam do ostatniej kartki tej powieści. Niesamowicie zżyłam się z bohaterami tej powieści, a obrazy pojawiały się w mojej głowie niczym film. Bardzo, bardzo serdecznie polecam! Czuję niedosyt, chciałabym jeszcze i jeszcze, ale w tym miejscu historia się urywa, a jej dalsza cześć toczy się w prawdziwym życiu.
Moją podróż w świat pana Evansa zaczęłam od "Bliżej słońca".
Życie czasami zaskakuje i choćby wydawało nam się, że wszystko mamy pod kontrolą może się okazać, że solidnie się mylimy. Pozwolę sobie przytoczyć w tym miejscu cytat pochodzący z tej książki.
"Wszyscy nosimy w głowie obraz tego, jak powinno wyglądać nasze życie, namalowany pędzlem naszych pragnień i celów. Tymczasem w ostatecznym rozrachunku okazuje się, że ono nigdy nie wygląda tak, jak sobie wyobrażaliśmy. W tym tkwi najgłębsza tajemnica człowieczeństwa. Choć wolimy w to nie wierzyć, życie w znacznej części jest tylko reakcją na okoliczności."
Historia zawarta w tej książce jest prawdziwa, a opowiedział ją autorowi jej główny bohater - Paul Cook, kiedy to Richard Paul Evans znajdował się na misji humanitarnej w Peru. Tam także rozgrywa się akcja tejże powieści.
Miłość, nadzieja, rozczarowanie, piękno otaczającej przyrody, a zarazem także jej niebezpieczeństwa, gdyż mieszkańcy naturalnego ekosystemu w dżungli zapewne nie lubią intruzów. Gdy Christine tuż przed swoim ślubem dowiaduje się od ukochanego, że ten nie jest jeszcze na to gotowy, jej świat rozsypuje się. Jessica próbując odciągnąć swoją przyjaciółkę od czarnych myśli proponuje jej wyjazd na misje humanitarną do Peru. Pedantyczna, panicznie bojąca się pająków Christine z początku nie jest zachwycona tym pomysłem, jednak widząc biedę tamtejszych dzieci zgadza się.
Książka ta pokazuje jak odrzucenie przez bliską nam osobę, potrafi zostawić piętno na całe życie. Jak rodzą się obawy przed samotnością, kolejnym odrzuceniem. I jak w miejscu, gdzie najmniej się tego spodziewamy, możemy odnaleźć miłość.
"Miłość jest silniejsza od bólu"
Właśnie przed chwilą dobrnęłam do ostatniej kartki tej powieści. Niesamowicie zżyłam się z bohaterami tej powieści, a obrazy pojawiały się w mojej głowie niczym film. Bardzo, bardzo serdecznie polecam! Czuję niedosyt, chciałabym jeszcze i jeszcze, ale w tym miejscu historia się urywa, a jej dalsza cześć toczy się w prawdziwym życiu.
niedziela, 10 lutego 2013
#36 Przy gorącej czekoladzie...
Powieść "Szukając Noel" to jedna z dziesięciu powieści Richarda Paula Evans, którą pokochali czytelnicy na świecie.
Gdy Mark traci już nadzieję na lepsze jutro, do jego życia niespodziewanie wkracza Macy wraz z kubkiem gorącej czekolady. Oboje już niedługo zmierzą się z przeszłością, którą jak to powiedziała Nora Roberts
Jest to opowieść o nadziei, która nigdy nie gaśnie. O tym, że przypadkowo spotkana osoba może raz na zawsze odmienić nasze życie. O przeszłości od której nie da się uciec oraz o rodzinie, która jednak nie zawsze i nie każdemu kojarzy się z bezpieczeństwem i miłością. O ludziach działających w imieniu prawa i dobrych chęci zmieniających całkowicie życie innych ludzi.
Można przy niej uronić niejedną łzę, a nawet wylać ich całe morze. Życie czasami daje w kość, jednak dzięki miłości można podnieść się i iść dalej, zacząć od nowa jak bohaterowie tejże powieści.
Gdy Mark traci już nadzieję na lepsze jutro, do jego życia niespodziewanie wkracza Macy wraz z kubkiem gorącej czekolady. Oboje już niedługo zmierzą się z przeszłością, którą jak to powiedziała Nora Roberts
"Nosisz przeszłość w sobie, ciągniesz ją za sobą na grubym, niezniszczalnym łańcuchu bez względu na to, jak daleko w przyszłość patrzysz. Przez długi czas możesz ją ignorować, ale nie możesz od niej uciec. "Jednak ich przyjaźń z czasem przeobrażająca się w miłość pozwoli im przetrwać te chwile, a nawet dzięki nim staną się sobie bliżsi.
Jest to opowieść o nadziei, która nigdy nie gaśnie. O tym, że przypadkowo spotkana osoba może raz na zawsze odmienić nasze życie. O przeszłości od której nie da się uciec oraz o rodzinie, która jednak nie zawsze i nie każdemu kojarzy się z bezpieczeństwem i miłością. O ludziach działających w imieniu prawa i dobrych chęci zmieniających całkowicie życie innych ludzi.
Można przy niej uronić niejedną łzę, a nawet wylać ich całe morze. Życie czasami daje w kość, jednak dzięki miłości można podnieść się i iść dalej, zacząć od nowa jak bohaterowie tejże powieści.
"Zastanawiam się często, jak to się dzieje, że podczas gdy ciężkie doświadczenia jednych ludzi hartują, innych pozostawiają złamanych i zgorzkniałych. Znalazłem, kiedyś w jakiejś książce celne porównanie: ten sam podmuch jeden płomień gasi, a drugi wzmacnia. Nadal nie wiem, jakim ja jestem płomieniem." - z dziennika Marka Smarta
sobota, 26 stycznia 2013
#33 Szczęście na wyciągnięcie ręki
Od razu jak wyzdrowiałam ruszyłam do biblioteki po kolejną część książki Anny Ficner - Ogonowskiej, a mianowicie "Krok do szczęścia".
Pochłonęła mnie tak samo jak jej poprzedniczka, jednak chyba zgadzam się z jedną opinią wyczytaną na portalu facebook, że trzecia część opowieści o życiu Hanki, która ma się ukazać na wiosnę powinna być już ostatnia. Mimo tego, że bardzo dobrze czytało mi się zarówno tą jak i poprzednią część, zdaję sobie sprawę z tego, że nie można ciągnąć czegoś w nieskończoność i robić z książki telenoweli. Już w tej części jak dla mnie pojawia się graniczna liczba problemów, które spotykają główną bohaterkę - jeszcze nie za dużo, ale już prawie. Mimo wszystko taka miłość jaka jest opisana w tej serii, na pewno marzy się każdemu. Szczera, prawdziwa, pełna radości, czułości. Nic, tylko zaparzyć sobie dobrej herbaty - z cytryną, z sokiem, czy jaką kto lubi i wyruszyć w podróż do innego, ale także polskiego świata.
(Tak sobie myślę, że fajnie by było zabrać te książki do moich wymarzonych Włoch, chciałabym sobie wyjechać i odpocząć, pozytywnie się naładować:) )
Serdecznie polecam, a ja mam nadzieję znaleźć we współczesnej literaturze polskiej jeszcze niejedną taką perełkę :)
Pochłonęła mnie tak samo jak jej poprzedniczka, jednak chyba zgadzam się z jedną opinią wyczytaną na portalu facebook, że trzecia część opowieści o życiu Hanki, która ma się ukazać na wiosnę powinna być już ostatnia. Mimo tego, że bardzo dobrze czytało mi się zarówno tą jak i poprzednią część, zdaję sobie sprawę z tego, że nie można ciągnąć czegoś w nieskończoność i robić z książki telenoweli. Już w tej części jak dla mnie pojawia się graniczna liczba problemów, które spotykają główną bohaterkę - jeszcze nie za dużo, ale już prawie. Mimo wszystko taka miłość jaka jest opisana w tej serii, na pewno marzy się każdemu. Szczera, prawdziwa, pełna radości, czułości. Nic, tylko zaparzyć sobie dobrej herbaty - z cytryną, z sokiem, czy jaką kto lubi i wyruszyć w podróż do innego, ale także polskiego świata.
(Tak sobie myślę, że fajnie by było zabrać te książki do moich wymarzonych Włoch, chciałabym sobie wyjechać i odpocząć, pozytywnie się naładować:) )
Serdecznie polecam, a ja mam nadzieję znaleźć we współczesnej literaturze polskiej jeszcze niejedną taką perełkę :)
sobota, 12 stycznia 2013
#30 Usprawiedliwianie szczęścia...
Wczoraj wieczorem skończyłam czytać książkę. Po niej oraz po dzisiejszym fragmencie filmu "Masz wiadomość" stwierdziłam, że fajnie jest się zakochać. Może pomyślicie sobie, ale odkrycie, ale tak właśnie pomyślałam.
Anna Ficner-Ogonowska "Alibi na szczęście". Rzadko kiedy czytam książki polskich autorów. Jakoś jeszcze nie było takiej, która by mnie zachwyciła, a może to przez to, że ciągnie mnie obcy, nieznany świat. "Cudze chwalicie, swego nie znacie" - to przysłowie chyba niestety do mnie pasuje. Ale powracając do książki zastanawiałam się jak można napisać ponad 600 stron o miłości, o tym jak mężczyzna zakochuje się w kobiecie. I chociaż z pozoru wydawałoby się, że książka ta nie ma zaskakujących zwrotów akcji, nie mogłam się od niej oderwać. Momentami całkowicie wpadałam w książkową rzeczywistość, stawałam się obserwatorem kolejnych to wydarzeń. Widziałam opisany budynek, samochód, padający śnieg. Gdyby nie to, że jestem chora już stałabym w bibliotece szukając drugiego tomu tej powieści. Miłość. Miłość niełatwa. Strach. Obawa przed szczęściem. Przyjaźń, która nigdy nie gaśnie. Wzajemne przytyki dwóch przyjaciółek mogły wywołać często uśmiech na twarzy, a za chwilę kolejno odkrywane fakty wprawiały człowieka w osłupienie. Niedowierzanie, współczucie, radość, ciepło - ta książka obdarza z pewnością czytelnika wieloma emocjami, uczuciami.
Zakochałam się i serdecznie polecam! :):)
Anna Ficner-Ogonowska "Alibi na szczęście". Rzadko kiedy czytam książki polskich autorów. Jakoś jeszcze nie było takiej, która by mnie zachwyciła, a może to przez to, że ciągnie mnie obcy, nieznany świat. "Cudze chwalicie, swego nie znacie" - to przysłowie chyba niestety do mnie pasuje. Ale powracając do książki zastanawiałam się jak można napisać ponad 600 stron o miłości, o tym jak mężczyzna zakochuje się w kobiecie. I chociaż z pozoru wydawałoby się, że książka ta nie ma zaskakujących zwrotów akcji, nie mogłam się od niej oderwać. Momentami całkowicie wpadałam w książkową rzeczywistość, stawałam się obserwatorem kolejnych to wydarzeń. Widziałam opisany budynek, samochód, padający śnieg. Gdyby nie to, że jestem chora już stałabym w bibliotece szukając drugiego tomu tej powieści. Miłość. Miłość niełatwa. Strach. Obawa przed szczęściem. Przyjaźń, która nigdy nie gaśnie. Wzajemne przytyki dwóch przyjaciółek mogły wywołać często uśmiech na twarzy, a za chwilę kolejno odkrywane fakty wprawiały człowieka w osłupienie. Niedowierzanie, współczucie, radość, ciepło - ta książka obdarza z pewnością czytelnika wieloma emocjami, uczuciami.
Zakochałam się i serdecznie polecam! :):)
Subskrybuj:
Posty (Atom)












