Dawno mnie tu nie było. To znaczy jest co prawda post z października, ale to wszystko dotyczyło tylko recenzji...no tak miałam się na tym skupić. Niedługo do tego wrócę, chociaż ostatnio straciłam do tego serce. Nie czuję już takiej potrzeby jak kiedyś żeby tu pisać. A dlaczego? Zmieniłam się tak sądzę. Nauczyłam się żyć w tym realnym świecie.
W te wakacje wiele się działo. Najwięcej w mojej głowie i sercu. Różni ludzie, nowi ludzie, pożegnania. To wszystko szybko się działo. I dzieje nadal. Choć aktualnie jestem na etapie zatrzymania się. Stop. Trzeba przemyśleć.
Dziękuję tym wszystkim, którzy mimo wszystko dalej mnie tu czytają i postaram się poprawić w postach.
Pamiętam jak pewnego dnia leciał w tv jakiś program muzyczny. Bardzo spodobała mi się jedna piosenka, jednak nie znałam ani jej tytułu, ani wykonawcy. Pamiętałam teledysk. I tak nie wiem niestety jak ją potem odnalazłam ale udało się. To był ten oto utwór:
I tak zaczęła się moja nowa miłość. Był to rok może 2006. Na urodziny dostałam jej dwa albumy "No Angel" i "Life for rent". Zakochałam się, to nie była przelotna miłość, tylko dość trwałe uczucie do muzyki.
Mogę słuchać wielu rodzajów muzyki, wielu utworów, ale gdyby ktoś zapytał mnie kto jest moją ulubioną piosenkarką, mimo to, że mogłabym jej tymczasowo nie słuchać, odpowiedziałabym, że ona - Dido. Zawsze do niej i tak wracam po jakimś czasie :)
Niedawno dokupiłam kolejny jej album "Safe trip home". Na najnowszy "Girl who got away" nie skusiłam się ze względu na to, że dużą część piosenek ma wstawki jak ja to nazywam elektroniczne (komputerowe), a nie to lubiłam w starej Dido. Jednak mam kilka utworów, które i w tej płycie przypadły mi do gustu są to m.in. "Let Us Move On", "Day Before We Went War" i "Sitting On The Roof Of The World".
Dido urodziła się 25 grudnia 1971 roku w Londynie. Jej brat Rollo był członkiem rozwiązanej już grupy Faithless.
Gdybym miała odpowiedzieć, dlaczego akurat ona, nie umiałabym chyba znaleźć odpowiedzi. Po prostu to ta muzyka :).
Poniżej przedstawię kilka utworów z listy moich ulubionych. Na początek piosenka z pewnego filmu, która nie pochodzi z żadnego z jej albumów.
I nadszedł ostatni dzień grudnia - tak oczekiwanego zawsze przeze mnie miesiąca. Czas leci stanowczo za szybko, jednak powtarzanie tego w kółko, a tym bardziej narzekanie na ten fakt i tak tego nie zmieni.
Jaki był ten rok? Próbuję sobie przypomnieć co robiłam w te ferie zimowe, ale jakoś słabo mi to wychodzi :D Potem mam kilka chwil w pamięci z okresu Wielkanocy oraz maturalny maj. Następnie najdłuższe wakacje w życiu. Po raz kolejny poznałam wiele osób, wiele chwil wartych zapamiętania, czas do którego chętnie bym wróciła, łzy pożegnania, świadomość, że już nigdy nie spotkamy się w tym samym gronie w tym miejscu.
Dziękuję wszystkim osobom. Bo tak naprawdę nowy rok nic nie zmienia, zmiana może nastąpić w każdym momencie naszego życia, nie tylko na początku każdego roku. Jednak warto sobie uświadomić, że właśnie minął kolejny rok z osobami, które kocham, za co bardzo im dziękuję.
Bo te same miejsca nie smakowałyby tak dobrze bez nich :)
Życzę Wam dużo radości, miłości, wiary, nadziei, wytrwałości. Aby nowy rok był czasem realizacji Waszych planów i marzeń! :)
Grudzień mmmm...
6 grudnia wysłannik św. Mikołaja dorwał mnie na uczelni. Bardzo dziękuję mojemu prywatnemu pomocnikowi świętego Mikołaja za tę niespodziankę! :):)
Tydzień temu odwiedziły mnie dziewczyny, aby razem ze mną świętować nadchodzące urodziny. Dziękuję za prezenty, za Waszą obecność, za to, że jesteście i podnosicie mnie na duchu każdego dnia!
Dzisiaj natomiast czas na rodzinkę, a jutro wielki finał - 16 grudnia dokładna data moich urodzin. Będzie się działo wieczorem i najprawdopodobniej uda się być także gościom specjalnym z czego się niezmiernie cieszę!
W nadchodzącym tygodniu zbliża się także ważne zaliczenie i jestem pełna obaw, ale jakoś to będzie, musi!
Chciałabym w tym miejscu oficjalnie podziękować Bogu za to, że otaczają mnie tacy wspaniale ludzie. I tym ludziom za to, że są, wspierają mnie, obdarzają swoją bezinteresowną miłością. Dajecie mi niezwykłą radość w zwykłej codzienności, dziękuję Wam!!!
Niedługo porobię jakieś zdjęcia, a w czasie przerwy świątecznej postaram się wszystko ogarnąć, no chyba, że wyjadę na 4-dniowego, niezwykłego Sylwestra;)
I nastał pierwszy dzień grudnia - jednego z moich ulubionych miesięcy ze względu na Boże Narodzenie, ferie świąteczne oraz moje urodziny.
Miesiąc ten postanowiłam także poświęcić zgłębianiu myśli św. Josemaria Escriva, gdyż w końcu otworzyłam książkę "Droga", którą jakiś czas temu zakupiłam, a która wypełniona jest wieloma niezwykłymi myślami autora przyporządkowanymi odpowiednim hasłom.
Coś zaczyna i coś się kończy, coś przychodzi i coś odchodzi. Czas nigdy nie stoi w miejscu. Już prawie rok 2013, nawet nie wiem kiedy to tak szybko zleciało. Już myślałam, że szybciej niż w liceum czas nie może mi uciekać, a jednak.
Jakiś czas temu, już bardziej odległy trafiłam na książki autorstwa Fannie Flagg. Bardzo spodobał mi się jej styl pisania i myślałam, że już publikowałam tu jakąś recenzję którejś z jej pozycji, jednak okazało się, że nie. Możliwe, że były one zawarte gdzieś w starych postach, które jak widać nie zagrzały tu zbyt długiego miejsca. Także pragnę przedstawić Wam jedną (akurat tak pod temat grudniowy) z jej książek, a mianowicie "Boże Narodzenie w Lost River" lub jak kto woli "Święta z kardynałem".
Niestety nie pojawi się tutaj recenzja, gdyż czytałam tą książkę zbyt dawno by teraz móc wiele powiedzieć a nie chciałabym kopiować recenzji innych czytelników :). Pamiętam jednak, że książka ta zapisała się w mojej pamięci oraz szczerze zachęciła do sięgnięcia po inne pozycje Fannie Flagg w tym także po "Nie mogę się doczekać...kiedy wreszcie pójdę do nieba" która podbiła moje serce bez reszty! Gdy na studiach będzie trochę luźniej, a w bibliotece na stanie wyżej wspomniane książki, może odświeżę sobie trochę ich treść i wtedy zamieszczę coś porządnego :).
Na koniec taka perełka:
"Cokolwiek myślisz o sobie, w oczach Boga masz najwyższą wartość. Niektórzy ludzie nie wiedzą, jak ważne jest to, że istnieją. Niektórzy ludzie nie wiedzą, jak wiele znaczy sam ich widok. Niektórzy ludzie nie wiedzą, ile radości sprawia ich przyjazny uśmiech. Niektórzy ludzie nie wiedzą, jakim dobrem jest ich bliskość. Niektórzy ludzie nie wiedzą, o ile bylibyśmy biedniejsi bez nich. Niektórzy ludzie nie wiedzą, że są darem niebios. Mogliby wiedzieć, gdybyśmy im to powiedzieli." - Bruno Ferrero
Przesyłam całusy i uściski :) Dziękuję za każde odwiedziny!:)
Dzisiaj jest piękny, słoneczny dzień - mimo zimna takie lubię najbardziej, gdyż wtedy towarzyszy mi dobry humor.
Decyzje są trudne, a ich zrealizowanie jeszcze trudniejsze. Właśnie podjęłam kilka z nich i zobaczymy co z tego wyjdzie. Mam nadzieję, że niektóre historie znajdą swoje zakończenie i będą mogły spokojnie wylądować sobie na dnie mego serca.
Co do recenzji książek. Serdecznie polecam książki autorstwa Francine Rivers. Niestety nie dodam tu szczegółowych recenzji, bo zapomniałam zrobić im zdjęcia przed oddaniem i już tyle czasu minęło, że nawet dokładnie nie potrafiłabym ich opisać jednak pamiętam, że wywarły na mnie bardzo duże wrażenie oraz pozostawiły ślad w sercu i na duszy, a to już coś znaczy. Może tak pokrótce tylko:
"Ogród Leoty" - przepiękna powieść o prawdziwej nadziei, więziach rodzinnych, które często zrywane są przez niedomówienia, zakrywaną przez wszystkich prawdę. Jak powiedział Stanisław Jerzy Lec - "Samotność, jakaś Ty przeludniona!".
"Dziecko pokuty" - porusza problem aborcji, a także prawdziwej miłości, która potrafi przejść wszystko.
"Purpurowa nić" - miłość, wierność, zdrada, pieniądze. Co w życiu jest najważniejsza i jak to wpływa na nas samych. Pamiętam, że byłam tak zauroczona tą książką, że chciałam w pierwszej chwili biec do najbliższej księgarni i zaopatrzyć się w swój własny egzemplarz.
A tymczasem wracam do moich obowiązków. Postaram się częściej coś tu naskrobać, ale ostatnio czasu coraz mniej, a zajęć coraz więcej. Chyba jednak będę zmuszona do prowadzenia kalendarza, bo coś czuję, że bez tego ani rusz :)
"Czy to nie absurdalne, że wspomnienia o dobrych czasach o wiele częściej doprowadzają nas do łez, niż wspomnienia o tych złych" - Walter Moers
Ach jakżebym chciała cofnąć czas. Niektóre sytuacje, rzeczy, ludzie zdają się już nie wrócić. Niestety.
Studia póki co pochłaniają mnie całkowicie, regularne zaliczenia wymagają systematycznej nauki, na którą okropnie nie mam chęci (taki syndrom powakacyjny), a poza tym ciężko mi to wszystko wchodzi do głowy.
Tak wiem miały być recenzje. I będą, naprawdę, tylko muszę porobić te zdjęcia, a coś się za to nie mogę zabrać. Zresztą jestem jakaś pozbawiona wszelkich sił na wszystko :P
Swoją drogą - ostatnio pomyślałam o tym, że chciałabym pisać artykuły. Ale jak to ja kompletnie nie wiem jak się do tego zabrać. W sumie już trzy artykuły mam za sobą, ale raczej tam gdzie je opublikowali nikt mnie "nie wypatrzy" ażebym mogła działać coś dalej w tym kierunku.
Zawsze także marzyłam o tym, aby nauczyć się gry na pianinie bądź fortepianie. Może i to kiedyś spełnię.
Życie ucieka mi pomiędzy palcami, a ja mam wrażenie, że nie robię nic konstruktywnego i wartego uwagi.
Dużo się ostatnimi czasy dzieje. Może nawet nie tyle na zewnątrz co wewnątrz mnie. Mało osób o tym wie, bo gdy sama tego nie potrafię zrozumieć, jak mogłabym to wytłumaczyć komuś z zewnątrz.
Od jutra zacznie się intensywny czas. Studia to coś co mnie przeraża. Nawet nie wiem kiedy i gdzie uciekły te 4 miesiące i kilka dni. Będzie mi brakowało tego beztroskiego snu, miliona planów, wolnego czasu, spędzania godziny dwunastej wielu dni powszednich w bardzo wesoły sposób. Mam jednak nadzieję, że pośród tego wszystkiego odnajdę czas na te większe czy też mniejsze przyjemności.
Ostatnio także zaczęłam parać się nowym zajęciem, na początku z własnej woli, a teraz można by rzec, że z przymusu, jednak nie ubolewam nad tym, a nawet cieszy mnie ten fakt. Dzisiaj muszę dopełnić jeszcze kilku obowiązków, a potem mogę udać się na wcześniejszy wypoczynek ze względu na bardzo ranne pory wstawania (ubolewam).
Niektóre z osób, które w ostatnim czasie napawają mnie niezwykłym optymizmem, a także rozbawiają do łez, możliwe, że w tym roku, który się zbliża odejdą do innych miast. Niestety taka jest kolej rzeczy i jak zawsze ubolewam nad tym, że nie dane mi było poznać ich, spędzać z nimi czasu od początku, jednak w myśl powiedzenia, lepiej późno niż wcale.
Czuję jednak, że trochę czasu zmarnowałam. Tak, tak, Facebook momentami pochłaniał mnie bez opamiętania, jednak to wszystko działo się za sprawą ludzi i różnych rozmów z nimi, także chyba nie był to do końca czas stracony. Poza tym wakacje minęły mi w otoczeniu wielu, wielu osób, tych których lubię bardziej i tych, których może mniej, jednak mimo to każda z tych osób wniosła i wnosi coś do mojego życia. W końcu nikt z nas nie jest idealny i nigdy nie będzie - co chyba jednak wychodzi nam czasami na dobre.
Chociaż rano byłam jakaś rozdrażniona, teraz ogarnął mnie jakiś dziwny spokój, Boży spokój.
W końcu tyle rzeczy się dzieje, i to nie tylko tych złych, ale i dobrych, w końcu zmiany i tak nastąpią - czy tego chcemy czy też nie.
W najbliższym czasie postaram się o jakieś recenzje książek lub kosmetyków tylko ogarnę kwestię zdjęć, bo to mi w sumie najgorzej wychodzi, a nie chcę podbierać materiału z internetu do tych celów, gdyż wolę własne zdjęcia danej rzeczy.
Tymczasem opuszczam Was zanurzając się w lekturze oraz zbierając siły na resztę dnia.
Błogosławionej niedzieli i mnóstwa radości w nadchodzącym tygodniu Wam życzę.
Niby powinnam już dawno zrobić porządki po remoncie, ale jakoś jeszcze kilka takich szczegółów wisi nade mną i trzeba się w końcu za nie zabrać.
Zastanawiam się nad zakupem zeszytu w którym będę zapisywała wszystkie adres, numery telefonów...już mam nawet taki bardzo ładny na oku, ale w tym momencie zaczęłam się zastanawiać czy na pewno takie coś jest mi potrzebne. W sumie większość numerów mam w telefonie. No dobre do lekarza nie mam.
Czasami zastanawiam się nad niektórymi rzeczami tak długo (czasami pierdółkami czasami nie), że aż mam ochotę żeby ktoś podjął tę decyzję za mnie.
Wakacje mijają w zastraszającym tempie, nie zdążyłam się obejrzeć, a tu już wrzesień.
Mam nadzieję, że nowy etap zacznę pełna energii i radości, a nie pesymistycznych myśli, które na razie krążą po mojej głowie.
Cały czas coś się dzieje. W sumie to dobrze, ale czasami nie mam chwili na złapanie oddechu i przyzwyczajenie się do nowej sytuacji.
Ale takie już jest to życie :-)
Kiedy zdobędę zdjęcia książek, które ostatnio czytałam (wolę własnoręcznie robione niż z internetu) to umieszczę tutaj ich recenzje.
Przepraszam Was za tak długą przerwę, ale byłam w rozjazdach :)
Kiedy wszystko uporządkuję pojawi się recenzja kilku wspaniałych książek, które ostatnio przewinęły się przez moje ręce. Już niedługo :)
Kocham czytać. I często rozpaczam, gdy dotrę do ostatniej już strony danej książki. Często zastanawiam się co było dalej, uważam, że autor za mało dopowiedział. Ale to chyba dobrze czuć niedosyt niż przesyt :) Książki zabierają mnie w inny świat, potrafią ukazać wydawało by się dobrze znane nam sprawy w zupełnie innym świetle. Książka to też dobry sposób na odpoczynek czy na "zabicie" nudy :).
Od sierpnia mam w planach wybierać się na poranny spacer uwieńczony spędzeniem w miłym miejscu dłuższej chwili na jakiejś ławeczce z dobra książką w ręku. Mam już nawet na oku jedno takie miejsce i dużo książek czekających w kolejce.
A więc czytajcie Moi Drodzy jak najwięcej! Pozdrawiam i ściskam!
Już po wynikach matur. W sumie jestem zadowolona :)
Po pewnym wydarzeniu dzisiaj i rozmowie stwierdziłam, że ze wszystkim da się żyć. I to pięknie żyć. Trzeba mieć tylko silną wolę i nie można się załamywać. Trzeba iść naprzód, z uśmiechem przez życie, na przekór tym co źle nam życzą. Po drodze na pewno spotkamy wspaniałych ludzi, którzy nie pozwolą nam na samotność. Ten Ktoś z góry już na pewno się o to zatroszczy :).
Jeśli ktoś zauważył zrobiłam mały remont na blogu. Postanowiłam pisać teraz przemyślane notki, mniej osobiste, więcej nastawione na informację czy też jakieś refleksje. Musze posegregować jeszcze zdjęcia po czym jakieś na pewno dodam. Przepraszam Was, że to tak długo wszystko trwa, ale ostatnio robię naraz dużo rzeczy i się nie wyrabiam. Ale lubię to, przynajmniej nie ma czasu na nudę :)
Zakochałam się w tej piosence!!!
Upały dają mi bardzo w kość, nie mam po prostu sił!
Dzisiaj mam prawdziwą, najprawdziwszą 18-stkę. A za ok. 25 minut znowu cały rok czekania na ten dzień.
Dzisiaj pierwszy raz w życiu zostałam podrzucana do góry, dobrze jest się czasem oderwać :D
Po prostu kocham tych wspaniałych ludzi pełnych miłości. Radość, radość, radość aż po koniuszki palców! Nigdy nie spodziewałam się tego wszystkiego. Jednak wszystko ma swój czas, swoje miejsce. Zakochałam się na nowo w tym wszystkich, w tej wcale nie szarej rzeczywistości. Mój świat został pomalowany! :)