Zapadłe w sercu

środa, 7 sierpnia 2013

#49 O pewnym zegarku z różowego złota...

A więc jak już wspominałam przy poprzedniej recenzji Pani z biblioteki oprócz "Zgody na szczęście" zaopatrzyła mnie także w powieść Richarda Paula Evansa "Zegarek z różowego złota". Warto przeczytać przed nią książkę tego samego autora "Najcenniejszy dar", z którą to miałam okazję zapoznać się jeszcze w roku akademickim (dziwię się, że nie ma tu jej recenzji, nadrobię to!), gdyż w "Zegarku z różowego złota" znajduje się do niej nawiązanie.








Do całej historii zawartej w tej powieści wprowadza nas bohater "Najcenniejszego daru" - Richard. Wspomina jak to MaryAnne u której mieszkali razem z żoną i córeczką Jenną ("Najcenniejszy dar") powierzyła mu właśnie zegarek z różowego złota, aby ofiarował go swojej córce w przeddzień jej ślubu. Po kilkunastu latach, obecnie 22-letnia Jenna przygotowuje się do ślubu. I tu zaczyna się historia Davida i MaryAnne Parkinów.  Przenosimy się do 1908 roku w którym to wszystko się zaczyna. MaryAnne zostaje zatrudniona jako sekretarka miejscowego milionera Davida. I tak to rozpoczynają się wspólne ich losy. W trakcie czytania powieści poznajemy stopniowo także innych bohaterów takich jak Gibbs, pani Maud, Catherine, Cal Barker, Lawrence i innych. Przy tej ostatniej postaci zatrzymam się na dłużej. Jest to czarnoskóry mężczyzna, który walczył w dwóch wojnach. Utykał na jedną nogę co spowodowane było przez tkwiącą w jego lewym udzie hiszpańską kulę - pamiątkę z wojny hiszpański-amerykańskiej. Po odejściu z wojska kontynuował naprawę zegarów, którą zaczął parać się będąc jeszcze w wojsku. Lawrence to przyjaciel Davida, niezbyt szanowany przez społeczeństwo - spowodowane jest to jego kolorem skóry. Pokazana jest wielka niesprawiedliwość wobec - odmiennej od białej - rasy. Nikt nie dostrzegał charakteru Lawrence'a, a miał on wielkie serce.

Jest to jedna z najsmutniejszych opowieści Evansa, które do tej pory miałam okazję przeczytać. Niezwykły ból, rozpacz, a w tym wszystkim miłość i przebaczenie. Zegarek z różowego złota i aniołek z włoskiego marmuru.

Tak jak i poprzednie pozycje pana Evansa i tę mogę polecić z czystym sumieniem.

"W dzieciństwie jedyną pewną rzeczą jest tylko to, że się ono skończy."








piątek, 2 sierpnia 2013

#48 Zgoda na szczęście, na szczęście

Niedługo wrócę do fotorelacji z Edynburga, a tymczasem kolejna recenzja!


Razem z koleżanką wybrałam się do biblioteki, tym razem w celu bardziej towarzyszenia. Jednak Pani bibliotekarka powiedziała mi, że odłożyła dla mnie książkę jednego z moich ulubionych autorów. Korzystając z okazji zapytałam od razu czy jest już może kolejna część powieści Anny
Ficner - Ogonowskiej, bo widziałam, że w katalogu widnieje już wpis, jednak bez dostępnych egzemplarzy. Okazało się, że jest i i tym sposobem z uśmiechem od ucha do ucha wyszłam zaopatrzona w kolejne dwie pozycje do czytania.



Zgoda na szczęście to trzeci tom po "Alibi na szczęście" i "Krok do szczęścia" powieści debiutującej pisarki Anny Ficner-Ogonowskiej. Gdy pierwsza wpadła w moje ręce, nie mogłam się od niej oderwać. Zdziwiłam się, że aż tak spodobała mi się książka polskiego autorstwa, ponieważ przyzwyczaiłam się już do tego, że moi ulubieni pisarze zazwyczaj są obcego pochodzenia. Zachęciło mnie to do większego zainteresowania naszą literaturą rodzimą. Szata graficzna dwóch pierwszych powieści - chodzi mi tutaj o okładkę - urzekła mnie. Obydwie bowiem przedstawiają wizerunki kobiet z kubkiem (dopowiadam sobie - herbaty) w dłoniach. Kolorystyka przyjemna dla oka, aż wyczuwa się taki spokój i ciepło. Ta okładka podoba mi się najmniej, jednak jak wiadomo najważniejsza jest zawartość.

Po zawiłych przejściach tomu pierwszego i jeszcze bardziej zaskakujących (aż wręcz momentami balansujących na niebezpiecznej krawędzi przesadzenia) problemów czy też sytuacji tomu drugiego, tu nareszcie wszystko zaczyna się powoli, jednak stopniowo układać. Nie oznacza to, że nie doświadczymy tu śladów łez czy boleści, a przez wszystkie kartki towarzyszyć nam będzie prawie, że anielska sielanka - o co to, to nie.
Hania powoli układa sobie życie u boku Mikołaja, oswaja fakt, że ma brata, jednocześnie zastanawiając się jak powiadomić o tym fakcie Dominikę. Jej siostra natomiast - świeżo upieczona mama - traci zupełnie głowę dla swojego małego Tomaszka. W życiu bohaterów przeplatają się smutki i radości. Nie brakuje cioci Anny, niezastąpionej, kochanej Pani Irenki, dwóch sióstr tak rożnych od siebie - Zuzi i Uli i innych znanych nam bohaterów.
Sposób pisania autorki jak już w poprzednich częściach powieści przypadł mi do gustu, jednak momentami zdarzało mi się pomijać opisy czy to literackiego świata czy też uczuć - może dlatego, że byłam bardzo ciekawa co będzie na końcu. Niektóre zwroty wywoływały uśmiech na mojej twarzy i tu pozwolę sobie przytoczyć kilka z nich:

"Takiego podsumowania Dominiki nie mogli zlekceważyć i grzecznie czekali na ostatni przystanek mlecznej drogi Tomaszka."

"-Ani mi się waż! - usłyszała. - Masz nie beczeć! Nie po to malowałam cię przez pół godziny, żebyś teraz w minutę zrobiła z siebie pandę!"

"- Tylko nie ostro! - postawiła warunek, bo nigdy nie przepadała za makijażowymi pomysłami siostry.
 - Obiecuję, że będę używała kosmetyków, a nie musztardy, więc możesz być spokojna. Pieczenie Ci nie grozi."

Chociaż tak jak wspomniałam niektóre opisy zdarzało mi się pomijać, to jednak trafiały się takie nad którymi zatrzymywałam się na chwilkę:

"W latem pelargoniowych donicach kwitły teraz żółte bratki uśmiechające się do kołującego coraz niżej nad domem pani Irenki wiosennego słońca, oczkami swych brązowoatłasowych środków."

Koniec książki...jaki jest przekonacie się sami. Mogę tylko powiedzieć, że obawiałam się, że powstanie części tej powieści jeszcze więcej, przez co mi się przeje, będą robione one na siłę. Jednak historię zakończono w idealnym dla mnie momencie. Choć pod koniec już nawet opisów nie omijałam, bo chciałam chłonąć z tego świata jak najwięcej.

Dla niepocieszonych mam informację (zaczerpniętą także z tej książki), że już w listopadzie w księgarniach ukaże się specjalna wigilijna opowieść z udziałem naszych bohaterów.

Serdecznie polecam wszystkie trzy części książek Pani Anny!

(Recenzje tę zaczęłam pisać w trakcie czytania powieści, więc mogą występować pewne zaburzenia czasowe. Będę chyba praktykować ten sposób już zawsze, gdyż wtedy więcej mogę powiedzieć na temat danej książki. Aktualnie delektuję się pierogami z ich śmietankową pierzynką:)

Okruszki wymazane hihi)

swoje recenzje zamieszczam także na portalu www.merlin.pl

czwartek, 25 lipca 2013

#47 Doskonała miłość usuwa lęk

Jakiś czas temu natknęłam się na książkę "Szukając Noel" o której zresztą napisałam recenzję tutaj. Jej autor - Richard Paul Evans- urzekł mnie na tyle, że od razu sprawdziłam czy są dostępne jakieś inne jego pozycje w pobliskiej bibliotece. Okazało się, że są i to prawie wszystkie! Studia jednak skutecznie uniemożliwiały mi czytanie, jednak w końcu nadszedł czas wakacji. Po powrocie z wyjazdów postanowiłam ostro wziąć się za nadrabianie zaległości i tak oto w moje ręce dostały się te oto książki.

 Moją podróż w świat pana Evansa zaczęłam od "Bliżej słońca".
Życie czasami zaskakuje i choćby wydawało nam się, że wszystko mamy pod kontrolą może się okazać, że solidnie się mylimy. Pozwolę sobie przytoczyć w tym miejscu cytat pochodzący z tej książki.
"Wszyscy nosimy w głowie obraz tego, jak powinno wyglądać nasze życie, namalowany pędzlem naszych pragnień i celów. Tymczasem w ostatecznym rozrachunku okazuje się, że ono nigdy nie wygląda tak, jak sobie wyobrażaliśmy. W tym tkwi najgłębsza tajemnica człowieczeństwa. Choć wolimy w to nie wierzyć, życie w znacznej części jest tylko reakcją na okoliczności."

Historia zawarta w tej książce jest prawdziwa, a opowiedział ją autorowi jej główny bohater - Paul Cook, kiedy to Richard Paul Evans znajdował się na misji humanitarnej w Peru. Tam także rozgrywa się akcja tejże powieści.
Miłość, nadzieja, rozczarowanie, piękno otaczającej przyrody, a zarazem także jej niebezpieczeństwa, gdyż mieszkańcy naturalnego ekosystemu w dżungli zapewne nie lubią intruzów. Gdy Christine tuż przed swoim ślubem dowiaduje się od ukochanego, że ten nie jest jeszcze na to gotowy, jej świat rozsypuje się. Jessica próbując odciągnąć swoją przyjaciółkę od czarnych myśli proponuje jej wyjazd na misje humanitarną do Peru. Pedantyczna, panicznie bojąca się pająków Christine z początku nie jest zachwycona tym pomysłem, jednak widząc biedę tamtejszych dzieci zgadza się.

Książka ta pokazuje jak odrzucenie przez bliską nam osobę, potrafi zostawić piętno na całe życie. Jak rodzą się obawy przed samotnością, kolejnym odrzuceniem. I jak w miejscu, gdzie najmniej się tego spodziewamy, możemy odnaleźć miłość.

"Miłość jest silniejsza od bólu"

Właśnie przed chwilą dobrnęłam do ostatniej kartki tej powieści. Niesamowicie zżyłam się z bohaterami tej powieści, a obrazy pojawiały się w mojej głowie niczym film. Bardzo, bardzo serdecznie polecam! Czuję niedosyt, chciałabym jeszcze i jeszcze, ale w tym miejscu historia się urywa, a jej dalsza cześć toczy się  w prawdziwym życiu.

czwartek, 18 lipca 2013

#46 Edynburg - dzień III i IV

Trzeciego dnia udaliśmy się do National Museum of Scotland. Żeby obejrzeć wszystkie eksponaty trzeba by było chyba spędzić tam cały tydzień i tak nie wiem czy by to wszystko się obejrzało. Jest tam wszystko od zwierząt, dinozaurów, skał, roślin po lokomotywy, różne urządzenia, samochód F1, rakietę, zegar i wiele, wiele innych. Są także interaktywne zabawy, można zgadywać np. jakie zwierzę wydało to odgłos, ubrać suknię jakiejś księżniczki czy też przebrać się za giermka (tak wywnioskowałam po stroju :D). Jeśli wdrapiemy się na ostatnie piętro, możemy podziwiać cudowne widoki z tarasu widokowego.

































Dzień czwarty minął bardzo spokojnie, uczestniczyłam w polskiej Mszy, którą znalazłam na internecie i okazało się, że odprawiana jest w pobliskim Kościele:)

poniedziałek, 15 lipca 2013

#45 Edynburg - dzień II

Następnego dnia po przylocie czekała nas dość długa wycieczka, a mianowicie wybraliśmy się na Zamek w Edynburgu, który jak podaje wikipedia jest nie tylko symbolem samego Edynburga, ale i całej Szkocji. Przed zamkiem pełną parą trwały i zapewne jeszcze trwają przygotowania do wielkiego Festiwalu Edynburskiego, który odbywa się w sierpniu. Zbudowano m.in. amfiteatr znajdujący się na świeżym powietrzu. Po zejściu z zamku udaliśmy się w okolice, gdzie natrafiliśmy na grających muzyków, a także udało mi się zobaczyć i sfotografować Uniwersytet Edynburski, a raczej jego część - New College. Absolwentami czy też pracownikami Uniwersytetu Edynburskiego byli m.in. Adam Smith (którego grób znajduje się w Edynburgu) , Arthur Conan Doyle (który zresztą urodził się w Edynburgu), Alexander Graham Bell, Gordon Brown i inni. Na końcu spacer po parku oraz wzdłuż ulicy Princes Street (królestwo sklepów i sklepików). Z góry przepraszam za psujące zdjęcia datę na dole, ale korzystałam z nieswojego aparatu i dopiero po zrobieniu zdjęć zorientowałam się, że ustawiona jest funkcja datowania...

W oczekiwaniu na autobus...


Supermarket :D





Specjalny autobus do zwiedzania





Muzeum whisky 
A oto kolega spotkany w drodze na zamek

Wejście na zamek


Amfiteatr - przygotowania do festiwalu




Princes Street

Widok na zamek




Uliczny koncert
Ciekawy zwyczaj poświęcania ławek czyjejś pamięci















Zegar